Ten wpis jest o plastiku, odwadze w podróżowaniu, poddaniu się w zaufaniu, sposobach na obłaskawienie żywiołu wody i jedynym w swym rodzaju transporcie, w którym obryzgać cię może ciepła oceaniczna bryza a sternik odchodzi od steru.
OPUSZCZAMY WYSPĘ BUNAKEN - RAJ UTRACONY BO ZAŚMIECONY
W poprzednim wpisie podróżowaliśmy przez wschodnia Jawę, Bali i zatrzymalismy się na dłużej na turystycznej wyspie Bunaken położonej na morzu na północy Sulawesi. Spędzilismy tam 12 dni przyjemnych dni ale nie jest to zdecydowanie rajska wyspa dla nas. Za dużo śmieci, plastiku, pampersów wyrzucanych do morza przez miejscowych i przypływajacych morzem z Manado. Za dużo turystycznego podejscia do osób odwiedzających tę wyspę czyli podawanie nam podwójnych cen towarow przez niektorych lokalnych handlarzy. Konsekwencja bliskosci resortów i turystow gotowych płacić 40euro za jedno nurkowanie.
PLASTIKOWA INDONEZJA
Plastik jest niestety wszechdominujacy w naszej podróży. To główne opakowanie dla wiekszosci produktow w tym napojów spożywczych. Kupujesz kawę na wynos na ulicy, bedzie wlana do małej plastikowej torebeczki i mocno skrecona. A nastepnie wyrzucona na ziemię w lesie podczas spaceru czy jazdy skuterem, na ulicę w miescie lub do morza, oceanu z łodki, statku lub promu.
To samo dzieje się w innych tzw. "biedniejszych" miejscach na świecie. Wytworca plastiku zbija fortunę a cenę płaci srodowisko naturalne. A ludzie, użytkownicy plastiku dostali to narzedzie do ręki bez informacji co z nim zrobić po użyciu.
Więc robią to co zapewne robili od wiekow ze smieciami naturalnymi, odpadkami które wytwarzali czyli stosują zasadę, że wszystko co pochodzi z ziemi do niej wraca. To nasza teoria. Nie widzimy tu kompostowania ale widzielismy farmera na polu ryżowym w Ubud, który wyrywał chwasty z ziemi i wpychał je w muł do użyźnienia ziemi pod kolejne plony.
Wszystko pochodzi z ziemi i do niej wraca. Plastik również bo to nawyk kształtowany przez bardzo długi czas a edukacji na jego zmianę brak. Podobno australijczycy maja budować spalarnie śmieci w Manado. Przeszkodą może być jednak inny, mocno utralona nawyk czyli korupcja.
Wyspa Bunaken jest częścią morskiego parku narodowego. Każdy przybywajacy tu turysta wnosi oplatę za wejscie do parku, która być może idzie na ochronę tego pięknego podwodnego świata. Jednym z elementów powinno być wg mnie czyszczenie plaż z napływajacych brudów, pampersów, plastikowych toreb i opakowań. Ale nikt ich nie czysci poza tymi we władaniu resorts dla turystów.
Mieszkańcy wioski dbają o swoje domostwa, zamiataja ogrodek, śmieci naturalne i plastiki upychaja do wiadra a jego zawartość albo spalają albo wyrzucają do morza. Przykry to dla nas widok bo tutejszy świat podwodny jest fantastyczny i niessmowicie różnorodny!
POWROT DO MANADO
Czas ruszać dalej na wschód w poszukiwaniu czystych miejsc nieskażonych plastikiem i turystycznym biznesowym podejściem do nowo przybyłych odwiedzających. Szukamy normalności, naturalności i autentyczności.
Plyniemy z powrotem do dużego, portowego miasta Manado a stamtąd na dużą wyspę na oceanie Spokojnym zwana przepieknie Halmahera.
Na promie z Bunaken do Manado poznajemy dziewczynę, ktora pracuje w jednym z turystycznych resorts na wyspie. Zaprasza nas do siebie na lunch. Jej ojciec ma 79 lat i jest filipinczykiem z urodzenia. W oczekiwaniu na lunch siedzimy na zewnatrz przy ich przydomowym sklepiku z zestawem butelek z benzyna do tankowania ustawionych na stojaku. Czas płynie, gawedzimy z dziadkiem (mowi swietnie po angielsku) w tle gdzies rozbrzmiewaja przyjemne nuty anglojezycznej muzyki BonJovi, Aerosmith, cos w stylu Elvisa Presleya. Podjezdza pan z dzieckiem na motorze. Córka ma ok 10 lat i na imie Michelle, jak Obama dodaje zadowolony tatuś. Prosi o zdjecie z nami. Sadzam speszone dziewcze na kolana, usmiech i fotka gotowa. Przyjezdza inny pan zatankowac motor. Bierze butelke z benzyna i zaczyna wlewac do motoru trzymajac papieros w ustach. Opary benzyny w oparach dymu...ciekawe....i nie wybucha.
Pan odjezdza. Przechodza ludzie obok, twarze im sie rozpogadzaja na nasz widok i pada spotykane wszedzie na swiecie 'hello, mister' skierowane do mnie lub do W - zgaduj, zgadula.
Pojawia się wszechobecny, szczery odsłaniający wszystkie zęby uśmiech.
Gdy pomieszkalismy trochę dłuzej na Bunaken, mielismy usmiech przyklejony do twarzy przez pierwsze 4 dni. Wszyscy witali i pozdrawiali nas z entuzjazmem, dzieci albo wpadały w chichot i euforię albo w strach i uciekały lub kryły sie speszone.
Po paru dniach gdy mieszkańcy przyzwyczaili się do nas i stalismy sie ich codziennoscia, moglismy wygladzic zmarszczki - smieszki wokół oczu i ust i poluzować usmiech. Jednak on powrocil do nas w pelnej szerokosci w naszej dalszej podróży, towarzyszy nam wszędzie gdzie się pojawiamy, jestesmy nim obdarowywani i odwzajemniamy się nim. Wspaniały nośnik pozytywnej energii i dobrych intencji miedzy ludźmi.
UŚMIECH PROSZĘ!
Uśmiechnij się właśnie teraz do Siebie, do Innych, do Świata. Do swych myśli, do swego ciała, żołądka, serca, nosa, watroby, mózgu. Do psa, kota czy złotej rybki w akwarium.
Do słońca, śniegu, deszczu za oknem lub przedwczesnej polskiej wiosny! Do ziemi, ksieżyca i nieba nad glową. Do swej przeszłości co już jej nie ma i do swej przyszłości bo właśnie ją stwarzasz tą chwilą.
Wyszczerz zęby radośnie i obdarowywuj! Masz tyle do zaoferowania! :-)
MORSKA PRZYGODA - OCEAN SPOKOJNY W RYTMIE SALSY I BACHATY
W tej podrozy jechalismy juz pociagiem, busem, motorem, lecielismy samolotem i zostala nam jeszcze droga morska. W drodze na Halmaherę postanowilismy wyprobowac prom indonezyjski. Kupilismy bilety w porcie na nocny statek odpływajacy z Manado czyli pasażerski sredniej wielkosci.
Czas odpłyniecia wg rozkladu godzina 16. Czas doplyniecia na wyspe Halmahera do miejscowosci Tobelo ok godz. 16 następnego dnia. Czas rzeczywisty rozpoczecia podroży godz 18.45 co przypomniało mi pogawedkę z pewnym panem na wyspie Bunaken - "wiecie, ze Indonezja jest najwiekszym exporterem gumy na świecie?
No i dlatego nasz czas jest z gumy, bardzo rozsciągliwy ha,ha,ha!".
Tymczasem indonezyjski czas gumowy pozbawił nas widoku zachodzacego na pełnym morzu słońca ale czekala nas większa atrakcja! romantyczna noc z widokiem na rozgwieżdzone niebo na stateczku sunącym gładko po morzu Sulawesi i oceanie Spokojnym. Tak to sobie wyobrazilismy - ach wyobraznio, potrafisz zdzialać cuda!
Po wejsciu na ciut zardzewiały (oby nie przerdzewiały) prom W ustalił ze mną podstawowe zasady podróży, które brzmiały mniej wiecej tak:
"jak trzeba bedzie wyskakiwac za burtę to najpierw bierzemy kamizelki ratunkowe potem wyciągamy karty pamieci z aparatu foto i tableta i pakujemy je w worek foliowy, no i trzymamy sie blisko tratw ratunkowych".
Tak przygotowani wyruszyliśmy w nasza morską podróż pod gwiazdami.
Po 40 min od jej rozpoczecia podróży, ja szczur lądowy, leżałam przyklejona do materaca rzuconego na górnym krytym pokladzie zastanawiajac sie czemu tak buja i kiedy przestanie. Nie przestało. Bujało przez 10 godzin w rytm kroku tanecznego gorącej Salsy: góra, dół, w lewo, w prawo, góra, dół, w lewo, w prawo, góra, dół, w lewo, w prawo, góra, dół, w lewo, w prawo.
Pare razy wyszliśmy w nocy na odkryty pokład w pozycji uniżonej (zgiete kolana, pochylona głowa) by w akrobatycznym skrecie ciał wyladowac bezpiecznie na plecach na deskach pokładu i spokojnie zanurzyc sie w podziwie wschodzacego po nowiu rożku Księżyca, widoku gwiazd w pasie Oriona, Plejadach, Krzyża Poludnia czy Wielkiego Wozu, ktorego woźnica jakby siegał do czarnej tafli oceanu by się z niego napić.
Nasza choroba morska minęła po wschodzie słońca, które zwinnym ruchem tuż po świcie wskoczyło dość wysoko nad horyzont i zaczęło mocno grzać równikowym żarem. Wypatrywałam delfinów, orki i wszelkich morskich podwodnych, ogromnych zwierzat, ktore chciałyby się nam ukazać ale nic, pusto. Przestrzeń oceanu falowala spokojnie metrową falą a fala bujała nami. To co w nocy wydawało mi się przerażające i niebezpieczne, za dnia nabrało innego koloru. W nocy wszystko wydaje się ciemniejsze stąd i myśli wówczas rodzą się czarniejsze.
W nocy prosiłam ocean by był dla nas i wszystkich po nim właśnie podróżujących spokojny a w podzięce za bezpieczną podróż planowałam oddać mu na swój sposób szacunek i okazać wdzięczność. Nie wiedziałam wówczas, że moje prośby gorączkowo i żarliwie powtórzę dnia nastepnego gdy wsiadziemy na kolejny środek oceanicznego transportu morskiego w drodze na wyspę Morotai, ale o tym ciut dalej.
Światło dnia ukazało nam przepiękne widoki wysp i wysepek porozsiewanych wzdłuż dużej wyspy Halmahera. Po wodzie fruwały latajace ryby a my pierwszy raz w życiu oglądalismy ich nadwodne polowanie na owady. Patrzyliśmy oczarowani jak wyskakując z wody fruną ponad 100m równolegle do jej tafli i wpadaja w głębinę tak nagle jak się wynurzyły. Czasem lecąc tuż nad wodą robią płetwą na wodzie ostry skręt i dalej pędza z prędkościa ok 40 km na godz. W oddali chmur na wietrze dryfowały Albatrosy gdy my dobilismy do przystani w Tobelo.
Tobelo to małe miasteczko z aktywnym wulkanem, co widać na ulicy pokrytej szarym pyłem wulkanicznym. Miasteczko nieciekawe ale ludzie przyjaźni, usmiechnieci a lokalny stragan ukazał nam takie gatunki ryb, jakich jeszcze w życiu nie widzieliśmyi nie jedliśmy.
Następnego dnia jednak wyruszyliśmy w kolejną podróż morską, która okazała sie być dla mnie jeszcze większym przeżyciem niż oceaniczny prom.
OCEANICZNA PRZEPRAWA NA WYSPĘ MOROTAI
Morotai jest wyspą na oceanie pokojnym położoną na północny-wschód od wyspy Halmahera. Ma bardzo ciekawą przeszłość historyczną związaną z II wojną światową ale o tym w kolejnym wpisie.
Aby przepłynąć na Morotai z Tobelo trzeba przeciąć się przez ocean pod katem 60 stopni. O 10 miała odpływać lokalna szybka łodka tzw. Speed boat. Kuplilismy bilet i usiedliśmy wraz z miejscowymi na przystani. Minęła godz 10, 11 i nawet 12. Czekamy cierpliwie bo tu w koncu obowiazuje czas z gumy. ok 13 lokalni wstają, my z nimi i pakujemy się do małej, ciasnej łodeczki razem z 20 osób. Usiedliśmy tuż za sternikiem, po jego prawicy. Sternik ma przed sobą małe okienko, lufcik i rządzi kierownicą, z tyłu łodki przymocowane 3 motory. Okazuje się, że przyczyną opóźnienia była za wysoka fala na oceanie.
Wyruszamy z zatoczki. Zaczyna nami delikatnie kolysać, potem mocniej i rzucać na boki w rytm tanca Bachata czyli ruchy boczne bioder, w naszym przypadku burty na prawo, na lewo, na prawo, na lewo, na prawo, na lewo. Fajne w tańcu, niefajne na łodeczce. Wszystko to odbywa sie przy akompaniamencie muzycznym huku dna łódki opadajacej w pokonywane coraz to większe fale. Jestem przerażona i szybko zaczynam kolejną rozmowę z oceanem nie zapominając odługim, spokojnym oddechu jogicznym na klarowność by nie popaść w panikę. Szybka analiza sytuacji czy na wypadek tzw debordażu dam radę przecisnąć się przez lufcik, no nie, przez boczne szybki, też nie. Poddaję się. Pozostaje mi tylko zaufać, oddychać i rozmawiać z oceanem.
Po jakims czasie oswajam sie z powtarzalnością tego tańca i zaczynam do niego przyzwyczajac. Ufam sternikowi i jego umiejetnosciom, ufam swojemu wyborowi tejże łódki no i jeszcze paru innym rzeczom. Obok nas co jakiś czas fruwają ryby, pędzą równolegle do łodki. Mam czas przyjrzeć się im z bliska. Jest fantastycznie choc siedzę sztywna i w napięciu. Przyzwyczajam sie nawet do tego, że czasami fala nami tak rzuca, że podskakuję na siedzeniu, że woda morska wlewa sie na nas przez lufcik sternika gdy jest otwarty choć najczęściej zamknięty i wtedy płyniemy na oślep lub pamięć sternika. Wojtek siedząc caly mokry obok, spokojnie kwituje to wszystko mówiąc "niewiele jest takich środków podróżowania, w których może cię obryzgać świeża, ciepła, oceaniczna fala". Od razu robi się weselej i raźniej. W tych podskokach i upadkach na fali gdy walimy spodem łodki w dno fali zaczynam odnajdować nawet spokój i zrozumienie dla obowiazujacej tu tradycji oceanicznych podróży.
Nie przejmuję się gdy wysiada jeden silnik bo płyniemy wolniej i gładko przecinamy falę więc nie ma już huku uderzenia. Ktos z tyłu reperuje silnik i znowu przyśpieszamy, przecinamy falę i lądujemy z grzmotem na jej dnie. Chłopiec na sasiednim siedzeniu tj po lewicy sternika zbiera sie do wymiotow, my się trzymamy nieźle i mkniemy, szybujemy po oceanie spokojnym, choć tego dnia trochę mniej pogodnym.
Moj wzgledny spokoj ducha tracę gwaltownie gdy nasz sternik wypuszcza z rąk kierownicę steru, zaczyna grzebać coś w swym plecaczku po czym wstaje i przeciskajac się koło nas idzie z uśmiechem na koniec łodki.
Czy to czas na ewakuacje, czy już nie ma dla nas nadziei, czy sternik odszedł od steru bo chce wyskoczyć za burtę?! - krzyczy mój umysł probujac interpretować to co wlaśnie zobaczyly oczy i czuję jak żołądek ściska mi wszechmocny strach.
Obserwuję w przerażeniu kierownicę steru, co zrobi, czy skręci nagle niesiona falą i wywróci nas bokiem, czy zrobi piruet na fali?,
Łodka dalej pedzi jakby sama po falach, przecina je z tym samym hukiem a ja chcę wierzyć, że ktoś nad tym panuje. W tej sytuacji leżące przy sterniku pudło z nowym układem kierowniczym nabiera innej wymowy.... W naszej łodce wlaśnie wysiadła możliwość sterowania kierownica gdzieś na środku oceanu.
Po chwili znowu wysiadł silnik, jeden może dwa. Przypomina mi się stary dowcip. Leci samolot, wysiada 1 silnik. Stewardesa mówi, prosze sie nie denerwowac, wszystko w porzadku, bedzimy troche dłuzej leciec. W samolocie wysiada drugi silnik, stewardesa powtarza to samo na co pijany pasażer zapytuje, a jak wysiądą wszystkie silniki, to co, bedziemy tak w kółko latać i latać?.
UMYSŁ A SERCE - ODWAGA W PODRÓŻOWANIU I ZAUFANIE
Podróżowanie wymaga odwagi. Odkrywanie nowych terytoriów wymaga zawsze zaufania lokalnemu podejściu i przede wszystkim własnemu instynktowi. Zawsze sprawdzam z sobą czy coś mi służy czy nie. Jeśli jest dla mnie dobre czuję lekkość i spokój i pojawia się kolor jasny, różowy. Jeśli nie, widze wewnetrznym okiem kolor ciemny, zamglony, czarny i przychodzi nieprzyjemne odczucie.
To mój wewnętrzny wykrywacz trafnych decyzji. Nie zawsze tak było, wiele razy musiałam sie sparzyc na błednych decyzjach i wyborach gdy ignorowałam odczucie/czucie a słuchałam racjonalnego umysłu.
Umysł jest super ale nie jest on od podejmowania decyzji ale ich wykonywania, opracowaniu planu działania, poddaniu analizie i syntezie.
Decyzje podejmowane są z mądrości serca, głosu duszy czy jakkolwiek jest ci wygodnie to nazwać. Na początku może byc troche pomylek, błedów. To normalne, w końcu od najmłodszych lat wzrastamy w kulturze gloryfikacji mózgu. A czym skorupka za młodu nasiąknie.....
Prosto to przekazał kiedyś Dalai Lama w cytacie (poniżej fragment)
'Never give up / No matter what is going on / Never give up
Develop the heart / Too much energy in your country is spent developing the mind
Instead of the heart / Develop the heart / Be compassionate (...)
A ode mnie coś praktycznego i naturalnego jak oddech czyli kolejna trójca
WYDYCHAM-ODDYCHAM-WZDYCHAM
Gdy cokolwiek ci leży na sercu jak kamień lub cokolwiek zakłóci jego spokój i naturalny rytm wypuść do końca powietrze, które masz w płucach (wydech by wyrzucić te zakłócenie z siebie). Potem głęboki wdech i spokojnie wyrzuć powietrze z płuc wzdychając naturalnie dźwięk haaaaaaaaa. Wzdychanie to nasz naturalny mechanizm uwalniania napięć z klatki piersiowej, płuc i serca.
A chętnych pogłębienia wiedzy naukowej o mózgu serca i jak z nim pracować odsyłam do strony www.heartmath.com
Na Morotai dotarliśmy po około 2 godzinach szczęśliwi, przemoczeni i wzmocnieni.
Spojrzałam na ocean i podziękowałam 7 razy:
Dziekuję, Dziekuję, Dziekuję, Dziekuję, Dziekuję, Dziekuję, Dziekuję.
A nowa wyspa przyjęła nas z otwartymi ramionami. Znaleźliśmy nasz raj na ziemi o czym napisze w kolejnym przedostatnim zapewne wpisie z podroży!
Pozdrawiam siłą tutejszych żywiołów!
Joanna
Translate
środa, 12 marca 2014
piątek, 28 lutego 2014
Indonezja - proste inspiracje do życia w rozkwicie!
Pozdrawiam z małej tropikalnej wyspy Bunaken, gdzie zakotwiczyliśmy na 11 nocy po trzy tygodniowej podróży po Indonezji.Zapraszam do wpisu, jeśli masz ochote na zmianę klimatu i ciut inspiracji miedzy 'Wschodem' a 'Zachodem' :-)
Przepraszam za brak czcionek polskich, czasem tak to jest, że na obczyźnie uciekaja!
PLAN PODRÓŻY: wschodnia Jawa - Bali - Sulawesi (wyspa Bunaken) - grupa wysp Moluki czyli ciągnie nas na nieturystyczny kierunek wschodniej Indonezji (blisko Papui).
CZAS: 2 luty - 8 kwietnia 2014
******WYBÓR KIERUNKU - TEST GWIEZDNY*****
Mając w sobie wizje nowego życia, czas, określoną sumę pieniędzy, która możemy przeznaczyć na wyjazd i lubiąc ciepłe kraje gdy w Polsce zima, mieliśmy wiele możliwości do wyboru. Największym wyzwaniem było wybranie odpowiedniego kierunku podróży, z którym byłoby nam po drodze, finansowo i życiowo, przez najbliższe 2 miesiące.
Zrobiliśmy TEST GWIEZDNY.
Pewnej czarnej październikowej nocy staneliśmy pod mocno rozgwieżdżonym niebem i zaczęłam glośno wypowiadać kierunki Świata, które rozważaliśmy do podróży oczekując jakiegoś znaku- czegokolwiek co uznalibyśmy z Wojtkiem za takowy. Zaczęłam ceremonię wypowiadając: Indie... (nic się nie stało), następnie Sri Lanka ...(i nic..), Hawaje............. (tu dłuższa pauza bo jeszcze dwa miesiące wcześniej były naszym celem)......... (i znowu nic), Filipiny... (nic), Indonezja...!!!! Spadła gwiazda, która oboje zobaczyliśmy! I w ten sposób obraliśmy kierunek wyjazdu. Niedługo potem pojawiła się oferta taniego i nieźle skomplikowanego wyjazdu (pociąg i samoloty z Pragi, powrót do Berlina) i kupiliśmy bilety. Polecam stronę www.flipo.pl
******INSPIRACJA*****POTWIERDZANIE Z WSZECHŚWIATEM*****
ktoś kiedyś dal mi wskazówke by, w przypadku wątpliwosci co do podjętej decyzji, potwierdzać jej trafność z tzw. Siłą wyższą. Dokonujesz ważnego wyboru i prosisz Wszechświat, Boga, Źródło, Nadswiadomość etc o potwierdzenie. Tylko tyle, zasiewasz jak ziarno proste pytanie, pozwalasz odpowiedzi zakiełkować. Ona sama się pojawi w najmniej oczekiwanej formie i momencie, cos usłyszysz, zobaczysz, poczujesz, wyśnisz, otrzymasz etc - informacja może wejść wieloma drzwiami ale trzeba ja wyraźnie i prosto do tego zaprosić. To tzw. Błyski czy przebłyski po wyjściu z toalety, ha,ha.
INDONEZJA
W Indonezji byłam już raz, jakieś 7 lat temu. Z ciekawoscia i otwartością na nowe przemierzam ponownie kompleks swiatynny w Bangkoku (tu mamy miedzyladowanie na 3 dni), okolice ulicy Kao Sao (znana baza turystyczna, przeludniona, przepełniona i zbyt glosna stad polecam uliczki boczne) gdzie warto znaleźć pania sprzedającą na rogu słodycze. banany, tapioka i kto tam wie co jeszcze zamoczone w słodkim syropie kokosowym- pycha!. naste pnie trafiamy do Ubud na wyspie Bali i obecnie kotwiczymy na wyspie Bunaken (Sulawesi), gdzie pisze tego maila z plaży, wypatrując przy okazji obecności orla morskiego (Biały łeb, brązowe skrzydla podświetlone na rudo przez słonce - piekny widok).
Wszystkie miejsca odwiedzone ponownie są dla mnie jak nowe. Moja uwagę przyciaga zupelnie co innego niż wcześniej. To dobry znak, bo zauwazam wiecej symboliki, subtelnosci lokalnego stylu zycia i mamy czas w nim uczestniczyc na spokojnie, bez pospiechu. W tym obecnym podrozowaniu jest wiecej zatrzymania i smakowania, oddychania lokalnym klimatem, przebywania z lokalnymi ludzmi a nie turystami, jest czas na przezywanie i czucie. To poznawanie smaku zycia w tropikach gdzie dzien sączy się leniwie i powoli, bardzo powoli na tyle na ile pozwoli lejacy się z nieba żar i wilgotność powietrza. Nie pędzę już jak kiedyś w poszukiwaniu soczysto-zielonej zieleni równikowego lasu, plaż z palmami kokosowymi, turkusu oceanu. Fajnie jest się zmieniać, wzrastać i rozkwitać, wyostrzać oko i patrzenie.
Przeciwienstwem tego stanu dla mnie jest stagnacja, zastygniecie we wlasnej skorupie przekonan, mysli i emocji jak lawa wulkanu, zamrożenie ciała spowodowane najczesciej lękami. Przez ostatnie lata pracy w korporacji napatrzylam się na wiele takich 'zywych trupow' ,ludzi wypalonych zawodowo czy niespelnionych zyciowo ale tkwiacych w tej sztucznej pozie z jakichkolwiek przyczyn (kredyty, rodzina, zobowiazania, bo tak trzeba, bo co ludzie pomysla, bo to status i ranga etc). Z nieuswiadomionego lęku przed ...., pozostają w wygodnej strefie komfortu, firma daje rozne gadzety uprzyjemniajace zycie, zagraniczne wyjazdy sluzbowe, dobra pensja (wiec stac ich na lepszy dom i wiekszy kredyt, ktory potem staje się smycza laczącą cie z bankiem i wymówka by nie zmieniac zycia, które nie pasuje). Firma buduje ich zycia i sposob myslenia. Ksztaltuje człowieka na nowo, lepi ze swojej gliny.. I tak lata leca, az osoba stwierdza, ze jest za stara by to zmienic, ze odwaga to cecha mlodosci a liczy sie odpowiedzialnosc i rozsadek. Nie mozna przeciez tak na ura-bura wszystiego rzucic i wiśta wio-zaprzegiem w świat!. Jasne, ze nie o to chodzi. Ale w zyciu chodzi (moim zdaniem i wg mojego doswiadczenia ) o przezycie tego zycia najlepiej jak mozna, dla dobra siebie, dobra innych i dobra calej planety. Jesli masz takie zycie - gratuluje! :-) Jesli nie, zapraszam do zmiany, wzrostu i rozkwitu.
Ja odeszlam z korporacji rok temu i widze swiat pelniejszym i piekniejszym.
ZACHODNI UMYSŁ. Nasza kultura nobilituje umysl w zyciu codziennym. Po wielu latach pracy w korporacji staje się rozgadany az trudno go przegadac, a dusza zamiera i cos w czlowieku umiera. Mysle ze to jest przyczyna intensywnego rozkwitu ofert z zakresu rozwoju osobistego. To nasz naturalnie wbudowany mechanizm obronny prosi o odrobine relaksu, zatrzymania, oddechu. Pragnienie duszy powrotu do prostoty zycia w tym pokomplikowanym, pospiesznym, przepelnionym informacja zachodnim swiecie. Moja osobista skala wartosci nobilituje PROSTOTE I NATURE. Stad podrozuje w kraje uwazane przez wielu za 'biedne' by znalezc tam co zatracilismy w przepychu, rozdeciu i uprzedmiotowieniu naszego Świata. Ja tu znajduje bogactwo.
W mojej definicji PROSTOTY nie chodzi o to by wrócić do ery kamienia łupanego i odrzucic wszystkie wynalazki ery industrialnej ale by swiadomie i przytomnie samodzielnie (tj. Umiec oprzec sie wplywowi mediów) wybierac to co wazne do codziennego zycia w szczesciu, milosci, radosci, obfitosci, dobrobycie, dobrostanie i poczuciu spelnienia, cokolwiek ci w sercu gra. Bo o co wiecej w zyciu chodzi jak nie o poczucie jego sensu, ktory dla kazdego z nas objawia się na swoj wlasny osobisty, intymny sposob?
PROSTOTA INDONEZJI. W podrozy po tym malym fragmencie Indonezji odnajduje wlasnie to nieskomplikowanie. Objawia się ona w usmiechach napotykanych ludzi, zyczliwym spojrzeniu, prostocie harmonogramu dnia, czasie na relaks i zabawe. Oczywiscie zauwazam rowniez pospiech i pęd do zachodniego stylu zycia, naśladownictwo (wyglada na to ze 99% mężczyzn pali papierosy), widze potrzebe dowartosciowywania siebie wsrod mlodziezy poprzez odwolania do znanych marek zachodu (naklejki jiip/jep na samochodach czy Hurley/harley na motorach) ale jednak na ulicy wciaz dominuje pogoda ducha, zyczliwosc i uprzejmosc do drugiego czlowieka, poczucie wspolnoty przejawiajace sie we wzajemnym okazywaniu sobie pomocy i wspolpraca (zwłaszcza widocznej podczas jazdy skuterami na tlocznych ulicach Jawy czy Bali). Sprobowalismy i wiemy jak to jest pędzić skuterkiem ruchem lewostronnym bez lęków i w zaufaniu, bo wszyscy wszystkim pomagaja, ostrzegaja się klaksonami (a nie karcą), zatrabienie raz oznacza ' uwaga-nadjezdzam', dwa klaksony to ' dziekuje'. Jezdzilismy 3 dni skuterem na Bali tzn ja jako balast tylny i nie wiedzielismy zadnego wypadku (ani w calej naszej dotychczasowej podrozy), zadnego aktu złości czy przemocy. I to jest to co mnie urzeka we 'wschodzie', ze 'przywraca wiare w dobroc czlowieka' (cytuje). Uszanowanie drugiego czlowieka, zauwazanie go jako rownoprawnej istoty i swiadomosc ze wszyscy od siebie zalezymy prowadzi do wspolpracy.
LUDZIE. Sa wszędzie pomocni np. W samolocie do Indii starsza pani (zapewne akurat hinduska) wiaze mi w przejściu sznurowadło w bucie widząc moją rękę na temblaku, którą złamałam w nadgarstku rano w dniu wieczornego wyjazdu i przez 2 tyg chodziłam z pół gipsem. We wschodniej Jawie widze troskę w twarzach kobiet wskazujących na moja rękę dopytujących się co mi jest po indonezyjsku (ciekawe, ze podobną reakcję zauważyłam tylko u ok5 mezczyzn).
Twarze lokalnych ludzi są usmiechniete i radosne: szczerbaty farmer na polach ryzowych w Ubud ze swietnym angielskim oferujący nam swiezo wycisniety olej z kokosa + samego kokosa do picia i zjedzenia miąższu, życzliwy wartownik strzegący wjazdu do Górskiej miejscowości na Bali z której roztacza się fantastyczny widok na gore Batur i wulkan Agung, ktory rzuca nam kwote wjazdu i wpuszcza bez problemu gdy odpowiadamy, ze nie mamy pieniedzy (akurat wszystkie bankomaty w okolicy odmowily wspolpracy), pani ze straganu sprzedająca kurczaki organizująca nam obiad wegetarianski czy inni lokalni wskazujący drogę, tlumaczacy po swojemu lokalne polaczenia promowe, dopytujący czy smakuje nam jedzenie podczas wspolnego posilku w przy ulicznych barach na kółkach tzw.warungach. Wszyscy ludzie lokalni spotkani w tej podrozy, nie mający powiazan z turystyka to człowieczeństwo w praktyce: pomocni, życzliwi, otwarci, dbają o wspólne dobro bo sa jego czescia.
Ludzie na Bali czesto się modla do swoich bostw i chodza pienie ubrani (zwłaszcza balijki).
Ludzie na wyspie Bunaken (kolo Sulawesi) żyją w zgodzie a niektórzy z nich chodzą do meczetu, inni do kościoła protestanckiego a ostatni do górującego nad domami i najwiekszego kościoła katolickiego. Wszyscy jednakowo czesto podspiewuja, ich male dzieci sa Cały czas z mama lub babcia-dziadkiem noszone na rekach i tulone do piersi, przez co gdy juz dorosna będą pelne wirtalności, radosci i checi do zabawy. Panuje wiec w naszej wsi niezly harmider.
Indonezja to też miejsce dla starszych ludzi. Wszedzie gdzie nie zajrze widze starsze osoby w pelni zaangazowane w zycie:prowadza sklepik czy zajmuja sie dziecmi. tak, to jest kraj dla starych ludzi, sa tu czescia wspolnoty, maja swoja role do spelnienia. Mysle, ze instytucja domow starcow jeszcze tu nie dotarla i miejmy nadzieje, ze sie to nie stanie.
Przy okazji obserwacji zachowań mieszkańców naszej wioski na wyspie Bunaken ukułam swoja wlasną teorię kolejnego trojkata (troche czerpiac ze starozytnosci), ze czlowiek do pelni zycia i rozwoju potrzebuje MUZYKI (śpiew, gra na instrumencie)- TAŃCA - SZTUKI (tworzenia, kreacji).
.
*****INSPIRACJE***** TAŃCZ, ŚPIEWAJ, ZACHWYCAJ SIĘ, SŁUCHAJ CISZY*****
Gabrielle Roth (tworczyni tanca 5rytmow) na problemy współczesnego człowieka zachodu odpowiadala 'when did you stop dancing? When did you stop singing? When did you stop being enchanted by stories? When did you stop finding comfort in silence?'
Polecam spiew i taniec swoj wlasny, intuicyjny gdziekolwiek czujesz sie bezpiecznie - tak na dobry poczatek dnia :-) i jego koniec. Warto wyspiewywac swoja piesn.
Ja wczoraj nucilam chodzac po plaży gdy W zanurkował w morze by popłynąć na spotkanie delfinom, które niespodziewanie pokazały sie blisko naszej plaży. Niestety delfiny nie podzielały entuzjazmu W i spokojnie odpłynęły nie czekając na niego.
*********************************
Przeciwienstwem wszechobecnej dobroci zwyklych ludzi jest MAFIA TURYSTYCZNA. Spotykana wszedzie na swiecie, w miejscach napływu turystow. Niestety typ człowieka nie na wymarciu, uprzykrzajacy zycie i nastroj podrozujacych, ktorzy wlasnie sobie uswiadomili (najczesciej po fakcie), ze ponownie zostali oszukani, wykiwani tj nacięci na cenę. Mafia ta operuje słowem 'pomoc' sprawnie i zwinnie. Oferujac swoją rzeczoną pomoc, używa mechanizmu starego jak swiat..... czyli odwołanie do LĘKU. Niestety, czy sobie to uswiadamiamy, czy nie - lęk jest w nas zakorzeniony od momentu poczęcia (przez lęki i obawy naszych rodziców), poprzez wychowanie (caly proces socjalizacji i uczenia podległosci, posłuszeństwa wobec autorytetu), szkołę, religie i przodkow gdzie nauka juz potwierdzila ze dziedziczymy w genach leki naszych przodkow - a historie ziem polskich wszyscy znamy.
Razem z Wojtkiem, nalezymy do osob dosc sprawnie wylapujacych mechanizmy lęku, ktorymi bombarduja nas wspolczesne media oplacone przez specjalistyczne koncerny (np. Farmaceutyczne czy ubezpieczeniowe, politykow etc) a jednak dalismy sie naciąć 2 razy na broń lękową wytoczoną przeciwko nam - nieswiadomym białym turystom. Pierwsze naciecie to wschodnia jawa.
Wysiadamy z pociagu w miejscowosci Banyuwangi gdzie planujemy wejsc na wulkan Ijen slynacy z wydobywajacej sie tam siarki i pojawiajacego sie w nocy błękitnego płomienia. Na stacji znajdujemy pana Harego, ktory nam pomoze znalezc hotel i zorganizowac wycieczke. Hary mowi, ze trzeba miec samochod i lepiej miec dodatkowo przewodnika bo na wulkan wchodzi sie w nocy (od 1 rano do switu) i tam nie ma swiatla i co jesli sie zagubimy?. On bedzie musial dzwonic na policje, poszukiwania, powiadomic rodziny etc. Dajemy sie nabrac, tzw. 'Frycowe' trzeba zaplacic. Pozniej gdy wchodzimy na wulkan, na parkingu jest zatrzesienie samochodów z innymi turystami, mlodzieza szkolna (akurat weekend) i prowadzi na szczyt jedna szeroka, wydeptana sciezka. Nie ma jak sie zgubic.
Ale przewodnik sie przydal, bez niego nie zeszlibysmy zapewne na samo dno krateru zobaczyc z bliska blekitny ogien stojac w oparach krztuszacej, dlawiacej i szczypiacej w oczy siarki. Bez przewodnika nie marzlibysmy potem 2 godziny w szczelinie skalnej na szczycie wulkanu od 4 do 6 rano czekajac na wschód slonca, ktory mial nam ukazac to piekne miejsce w swietle dziennym. niestety chmury pod nami sie nie rozstapily, wiec nic nie widzielismy ale nocny spektakl byl wyjatkowy.
Niecodziennym i smutnym dla nas przezyciem bylo rowniez mijanie pracujacych przy siarce gornikow, ktorzy mali i chudzi wydobywaja siarke, pakuja je do dwoch koszy powiazanych patykiem po obu stronach ciala przerzuconym na szyje. Oni niosa na swoich ramionach ponad 60-80kg siarki. Rozne grupy pracuja w dzien i noc, zarabiaja grosze za tak ciezka prace. W nocy widok ich spoconych twarzy migajacych w swietle latarek, wolny krok balansujacy na stromym zboczu krateru, ciala obwieszone tym ogromnym balastem, inni turysci mijajacy ich beznamietnie i bezrefleksyjnie, wzbudzil w nas taki żal i smutek, że wylałam swe łzy. Poczulam sie nagle jak Matka calej ludzkosci gdy jakis głos we mnie powtarzał 'nie chce by moje dzieci tak ciezko pracowaly', 'nie chce by moje dzieci tak ciezko pracowaly'.
Dzien przyniosl nam ulge. Gornicy spotykani w drodze powrotej z wulkanu byli pogodni, niestrudzeni, sprawiali zupelnie inne wrazenie niz ci nocni. Moze to inna zmiana, moze to nasze nocne zludzenie a moze oni sie w tym odnajduja i lubia tak ciezka prace...
Wracajac do Harego, odkrycie ze nami zamanipulowal lękiem zapalilo w nas czerwone swiatelko 'uwazac na mafie turystyczna'. Ale swiatelko nie wystarczy jesli brak przytomnosci chwili i odpowiedniego impulsu w reakcji na zdarzenie. No i nacieto nas po raz drugi w przeprawie promowej ze wschodniej Jawy na Bali. To znaczy prawie sie udalo wygrac z mafia na Jawie ale 'dorwala' nas na Bali. Mafi na Jawie podziekowalismy grzecznie za pomoc. Kupilismy bilet na prom w cenie lokalnej. Przeprawilismy sie na Bali gdzie powital nas usmiechniety pan z lokalnej Mafii pomagajac ustalic gdzie sa busy do dalszych miejscowosci. Zapewnial ze jest jedna cena tj. Ta bardzo wysoka, w ktora nie wierzylismy i poinformowal ze mozemy tam sie dostac autobusem lokalnym (ale dlugo jedzie, i jest tłok i czesto staje) lub busem expresowym. Ok - umeczeni podroza wybralismy opcje druga. Nadjechal jakis autobus, zrozumielismy ze to ekspresowy, panowie nas zaprowadzili. Wchodzimy do niego a w nim jakies bagaze, ludzi brak. Pytamy konduktowa o cenę, a oni mu mowia jaka ma podac, wiec konduktor podaje nam cene turystyczna. Trudno, machamy reka, dojedziemy szybciej ekspresem. Placimy kase, pan z Mafii jeszcze wysiadajac przekupia policjanta i nasz ' ekspresowy' bus podjezdza pod przystanek gdzie wsiadaja lokalni wlasciciele pozostawionych w busie bagazy. Musieli wysiaść po przeprawie promowej i czekac na przystanku. Autobus okazal sie normalny, lokalny w cenie połowy tego co zaplacilismy. Godzine dochodzilam do siebie w poczuciu bezsilnosci i zlosci, nie na wydane pieniadze (bo to nadal sa male kwoty dla nas) ale w poczuciu wykorzystania i uczestniczenia w procederze klamstwa i oszustwa. Klamia ci prosto w oczy a my swoim brakiem przytomnosci i refleksu nakarmilismy ten system korupcyjny.
Po przetrawieniu sytuacji postanowilismy byc jeszcze bardziej czujni gdyz zrozumielismy, ze skoro w tych miejscach turystycznych tak jest to jezeli ktorekolwiek z nas poczuje, ze cos jest nie tak, odmawiamy i wysiadamy, rezygnujemy, wycofujemy sie z oferty.
I sukces! Trzeci raz probowano nas naciac gdy wykupilismy transport mini busem (shuttle bus) z Ubud na lotnisko w Denpasar. Oplacilismy przejazd u kierowcy. Ale po dotarciu na miejsce sprytny kierowca poprosil mnie o zwrot kosztu wjazdu na lotnisko, na co blyskawiecznie odpowiedzialam ' it is included in the shuttle bus price' (wliczone w cene dojazdu) i pan blyskawicznie sie wycofal. Niech zyje refleks i przytomnosc! Pozostalo mi pogłaskać siebie po obu policzkach by w ten sposob podziekowac swojej intuicji.
*****INSPIRACJA****** TWOJA WŁASNA BOSKA INTUICJA**********
czesto nie sluchamy swojej intuicji bo jej nie slyszymy gdyz nasza kultura kladzie super mocny nacisk na umysl. Mamy rozgadane umysly a wyciszone serca. Podejmujemy racjonalne decyzje, ignorujac uczucie/odczucie z głebi nas. Ale za kazdym razem gdy zrobimy cos co nam sprzyja, jest trafna decyzja (np. Skrecimy w prawo i tam znajdziemy cos co nam sluzy a nie w lewo gdzie byloby rozsadniej wg GPS, ha,ha ) bo posluchalismy swej intuicji nagrodzmy sie za to glaszczac obiema dlonmi po policzkach. Intuicja bedzie nam za to wdzieczna i zacznie mowic coraz mocniejszym glosem. To podobno stara hawajska metoda - polecam!
**********************************************************
BANKGKOK - odrobine jeszcze z Tajlandii. Kompleks swiatynno-palacowy w Bangkoku przyciaga uwage i robi wrazenie: te wszystkie zdobienia, złocenia, ornamenty, kwiaty lotosu zanurzone w kamiennych wazach wypelnionych woda, zapachy kadzidel, modły tajów, obecnosc mnichow napelniaja to miejsce specyficzna duchowa atmosfera. Na to wszystko zwrocilam uwage 7 lat temu zwiedzajac to miejsce po raz pierwszy. Będąc tu po raz drugi, moja uwage przykuly malowidla nascienne. Przedstawialy mitologię. Swiat podzielony we władaniu 4 smokow (ciekawe ze smokow tez duzo w chinach i my mielismy swojego na Wawelu). I wszedzie PRZEDZIWNE STWORY w złotych szatach: czleko-gadzio podobne, straznicy wejsc do domostw, swiatyn i postacie namalowane na ponad 500m scianach swiatyni. Malowidlo opowiada historie bitew miedzy bogami, widac ze przylatuja z nieba, maja ludzkie ciala ale glowy zwierzece, czasem ogony, czasem lataja na smokach. Widac ze rzadza na planecie Ziemi a ludzie sa im podporzadkowani i usluzni. Sa tez obrazy malpowatych tj. Jak czlowiek ale glowy malp, pojawiaja sie istoty na wzor syreny. W pewnym momencie gadowaci schodzą na plan drugi i zaczynaja rzadzic ludzie a malpowaci sa na ich uslugach. Ale gadowaci są zawsze w pobliżu.
Zaskakujace ile znajdujemy mitologicznych podobienstw w kulturach swiata. W wielu z nich pojawiaja sie przerozne stwory, demony, smoki, potwory, jaszczury, bogowie, pół bogowie walczacy o wladze, dzielacy miedzy soba fragmenty ziemi. O co chodzi, jak to interpretowac? Ktos zna podpowiedz -zapraszam do kontaktu.
STYL PODRÓŻOWANIA. My wybralismy lokalne srodki transportu, nie dosc ze udalo nam sie przez to byc w ciekawszych, mało dostepnych dla turystow miejscach (np. Red Island na Jawie) to jeszcze duzo taniej. Jadąc w Bangkoku na lotnisko mozna wsiasc w wygodna taksowke, przy okazji zaziebic sie od klimatyzacji i stac w gigantycznych korkach lub mozna przeplynąć publicznym promem rzecznym oglądając nabrzeżne domy i czując wiatr na twarzy, następnie naziemnym metrem i zrelaksowac sie w przyjemnym parku zanim sie wskoczy do busa jadacego 15min na lotnisko.
JAWA to jak sie okazuje najbardziej zaludniona wyspa. Religia to muzułmanizm i taka jest większość Indonezji. Wyjątkiem jest hinduistyczne Bali. Zdaje sie że na Jawę sciagaja ludzie z pozostałych wysp. Tłok na ulicach, mnóstwo skuterow, troche samochodów, halas i smrod spalin. Nie lubimy miast ale wyladowalismy w Surabaya by nastepnego dnia uciec do Banyawangi, skad weszlismy na wulkan Ijen. W Banyawangi podchodzi do nas lokalny nauczyciel angielskiego, wlasciciel szkoly jezykowej, dobrze prosperujacy biznesman. Nastepnego dnia zabiera nas na wycieczke na rok wczesniej udostepniona przez rząd plażę tzw. Red island. Piekna zatoczka z widokiem na samotna gore-skale oraz drobne porozrzucane widokowo skalki, cos takiego jak Halong Bay w Wietnamie ale w miniaturze. Miejsce z klimatem, znane niewielu, jeszcze nie skomercjalizowane. Rzad Jawy chce promowac turystyke i na pewno szybko pojawi sie tu hotel lub dwa.
BALI. Od razu docieramy do Ubud gdzie zatrzymujemy sie w bungalowach wybudowanych na polach ryzowych. Prowadzi je hiszpanka Begonia Lopez a 60% przychodow z zakwaterowania przeznacza na swoja fundacje dzieci niepelnosprawnych (kupu-kupu foundation). Begonia jest szalenie ciepla i serdeczna kobieta, przepracowana i zabiegana. Widzimy sie praktycznie raz, mialam u niej prowadzic joge w fundacji dla dzieci ale czasy nam sie nie zgraly i nic z tego nie wyszlo. Przy okazji przeszukalam wskazania dot jogi kundalini w leczeniu dzieci chorych na epilepsje i jej podeslalam.
ZWIERZETA
W Ubud jest tzw Monkey Forest gdzie rzadza malpy i robią rozne figle-migle np. Kradną turystom banany, chca zwinac ci butelke plastikowa czy przyssac sie do biustow zbyt obfitych bo wydaje im sie ze kobieta tam cos przed nimi ukryła (naprawde!). Nam przytrafila sie inna atrakcja ze strony małpy. Akurat byla pora karmienia i straznicy wysypali liscie w jednym miejscu, zbiegly sie malpy, zaczely jesc zgodnie z hierarchia a my usiedlismy na murku i obserwowalismy widowisko. Jakies malpy zaczely sie gonic, przy okazji przelecialy po naszych glowach i ramionach (dotyk stopy malpy jest bardzo przyjemny, cieply i miekki). I tak siedzimy, i tak sie patrzymy az czuje ze cos cieplego i mokrego leci mi na reke przerzuconą przez W, patrze w gore a nad nami na galezi usiadla sobie malpa i nas obsikala. Napewno miala niezly ubaw. My tez bo ja wierze ze to dobry znak :-)
Małpe mamy tez tam gdzie mieszkamy. Niestety na łancuchu i przypieta do linki rozwieszonej miedzy drzewami. Okazalo sie ze jakis turysta wykupil ja od handlarza i zostawil w ubud. Niestety nie pochwalamy tego aktu 'dobroci' bo handlarz w ten sposob upoluje kolejna małpke a ta znajdujaca sie w ubud nie moze byc ponownie wypuszczona na wolnosc bo moze atakowac ludzi i zabierac im rzeczy. Małpka jest na pewno samotna i spragniona wspolnoty malpiej wiec jak podszedl do niej Wojtek od razu wskoczyla mu na glowe i zaczela na nim tradycyjne malpie zabiegi higieniczne. Jak ja podeszlam, przeskoczyla na moja glowe i je kontynuowala. Probowalismy ja zdjac po dobroci ale zaczely sie problemy, pokazala wyszczerzone zeby, sprobowalismy ja ze mnie mocniej odczepic i ugryzla mnie w lewe przedramie zostawiajac ksztalt litery U, siniaka i lekka rane. No a bylo to akurat tego dnia gdy rano zdjelismy pół gips z drugiej ręki. Widocznie cos mialo sie zrownowazyc.
No i wyszedl moj kolejny lęk. Ciekawe jest obserwowac jak rodza sie leki i patrzec z czego powstaja. Gdy jedziesz skuterem, rodzi sie lek ze skuter sie przewroci, gdy ugryzla mnie malpa rodzi sie lek, ze cos mi pewnie w slinie odzwierzecego wgryzla a przeciez Martyna Wojciechowska prawie co nie umarla na jakas chorobe przywieziona z jej podrozy od malp itd. Lęk goni za lękiem.
Ale jedno to zauważyć świadomie i przytomnie co sie dzieje (czyli czuję lęk np. O swoje życie) a drugie to zadecydowac co z tym zrobic. Przytomność daje siłę i odwagę by nie iść w panike i nie karmic lęku. Jest w porządku czuć strach racjonalny np. Gdy przepływa obok rekin na nurkowaniu ale jest głupotą pogrążać się w nierzeczywistym, zmyślonym strachu gdy cale strachy rodzą się tylko w głowie.
Powstałe we mnie napiecie wypłakalam w łazience, nastepnie zaczęłam wyrzucać lęk (hawajska metoda pracy z podswiadomoscia) i przywołałam sobie to odczucie spokoju i 'wiedzenia' że jestem zdrowa i mój system immunologiczny jest silny i że wszystkim sobie poradzi. No i ręka ładnie się zagoila, bez żadnych powiklan. To niesamowite uczucie używac wlasnej mocy i sily plus maść antybakteryjna:). Ale tak na serio, nie dać sie lękowi. Zauważyc go, zobaczyć skąd sie bierze i wyprosić z siebie/ wyrzucic i wzbudzic w sobie uczucie spokoju, siły- PROCES SAMOUZDRAWIANIA.
Wiele razy ostatnio doswiadczałam tych 2 stanów: ciemnych (lek, napiecie, pośpiech, brak klarowności w działaniu) i jasnych (spokoj, sila, wiedzenie). Chociazby starajac sie o wizę indonezyjska gdy mielismy bilety kupione tylko na przelot do Bangkoku w Tajlandii. No wiec na mój umysl racjonalny to czemu mieliby w ambasadzie dac nam wize do indonezji na 2 miesiace skoro nie mamy tam biletow lotniczych. Zaczelam robic szybkie nerwowe ruchy. Wytrenowana korporacyjnie chcialam przygotowac jak najlepiej szczegoly operacji pod tytulem 'zdobycie wizy do indonezji' tj. Zrobic rezerwacje jakiegokolwiek lotu do indonezji a potem ja odwolac. Wymagalo to paru kombinacji, zbyt wielu.... i zbyt wiele nerwow i pospiechu az bańka pękła i dotarlo do mnie co robię.
STOP! Reorganizacja myślenia- MA BYC TAK JAK JA CHCĘ NA MOICH WARUNKACH. Mamy dostac wizy do indonezji z tymi biletami ktore mamy i basta! W koncu to ja tworze swoja rzeczywistosc, ktorej teraz nakazuje by bylo tak jak chcemy. I poczulam ogromna ulge, przeogromna. Juz nie trzeba biegac,walczyc, kombinowac, wplątywać w to innych. Określasz sie jak chcesz by było wierząc i czujac to w sobie i przychodzi piekny stan relaksu, siły i wiedzenia, ps- taki wspolczesny szamanizm w praktyce. Polecam! Oczywiscie wizy dostalismy bez problemu :)
UBUD przepelnione jest turystami. 7 lat temu to miejsce wydawalo mi sie spokojniejsze i pewnie mniejsze. My znajdujemy lokalne bary 'warungi' gdzie jest proste i bardzo dobre jedzenie w lokalnych cenach. Wypozyczamy skutery na 3 dni i zwiedzamy Bali. Najwieksze wrazenie robi na nas swiatynia słoni. To wejscie w pieczarę w skale: po jednej stronie stoi kamienny symbol penisa zwany Lingam, a na przeciwko symbol waginy. Oboje czujemy w tej pieczarze bardzo dobrą energie i ogromna moc bijaca od lingama. Miejsce mocno przemedytowane, da sie idczuć. Potem sok ze swiezego kokosa i wydlubujemy miaższ. Odwiedzamy takze tradycyjna wioske gdzie kobiety haftuja piekne tkaniny - ilez to roboty! Ale powstaja cuda dla koneserow prostych, etnicznych wzorow. Zwiedzamy jeszcze pare innych miejsc ale to co mnie inspiruje w Ubud to 1 - spanie na polach ryzowych (odglosy przyrody, szmer wody dystrybuowanej miedzy poszczegolnymi poletkami ryzu) oraz 2- kobiece stroje balisjkie. Jak na moje oko niezwykle kobiece bluzeczki koronkowe lub nie, przepasane szalem w pasie sa idealna alternatywa dla kobiecych koszul meskich w biznesie. Szukalam zastepstwa na takie koszule dosc dlugo i ciesze sie ze je znalazlam. Krawcowa uszyła mi bluzkę na miarę, którą zamierzam zakładac na spotkania z klientami a bluzki z korporacyjnym, męskim kołnierzem wyprosić już ostatecznie ze swej szafy.
RELIGIA. Dominuje lokalna odmiana hinduizmu. domostw balijskich strzega różne stwory mitologiczne dodatkowo zasilane codziennie w siłę przez skladane im wielokrotnie w ciagu dnia ofiary (małe miseczki z ryżem, owocami, kwiatem wyjadane nastepnie przez okoliczne zwierzaki). Co chwila trafiamy na jakieś lokalne świeto czy ceremonie w światyni. Mijają nas na ulicy pieknie ubrane balijki i balijczycy niosacy cos co symbolizuje jakiegos ze stworow. Dobrze sie wiedzie tym stworom na tej wyspie, taka pamiec, tyle modlow, tyle pokarmu. No i ewidentnie strzega doplywu pieniadza do wyspy dobrze bo Bali jest duzo bogatsze od Jawy. Jawajczycy najprawdopodobniej im pozazdroscili i postanowili bardziej otworzyc sie na turystow stad rzad poluzował ponoć warunki wymagane do rozwoju miejsc turystycznych np. W znalezionej przez nas pieknej zatoczce.
SANEPID I BHP mieliby w Indonezji co robic. I cale szczescie ze ich tu nie ma. Dzieki temu jemy rękoma w lokalnych barach przy ulicy (mala budka na kółkach), pijemy wyciskane na ulicy soki owocowe (awokado, papaya+limonka czy biale mango) i nasze żołądki sa cale i zdrowe. Nie ma tych ograniczen narzuconych przez lękowe zachodnie podejscie: uwazaj bo sie czyms zarazisz, umyj rece bo bakterie, nie jedz tego owocu bez obrania, załóż buty wychodząc na pola ryzowe bo mozesz trafic na weza etc. Chodzimy boso gdy chcemy lub pomykamy w klapeczkach po lesie. Tak jak lokalni.
Zreszta ja mam taka zdolność surwiwalową, że zawsze spojrzę na to gdzie idę lub na to co jem w odpowiednim momencie. Czyli jesli jest tam cos do usunięcia (z jedzenia czy z drogi) to ja akurat w tym momencie to zauważę. No i glaszcze sie zawsze po policzkach dziekujac swojej intuicji, Nadswiadomosci.
*****INSPIRACJA*****JEŚĆ RĘKOMA I CHODZIĆ NA BOSAKA*****
STAROŻYTNA SZTUKA JEDZENIA RĘKOMA - wygasła w naszej kulturze, kojarzy się źle. Praktykowana jest na tzw wschodzie np. Indie, Indonezja. Prawa reka robi z dania kuleczke (lub cos na jej ksztalt) i układa palcami tuz przy nasadzie środkowych palców. Kciuk przesuwa jedzenie do buzi. Co za frajda jeść posilek latem z własnej ciepłej dłoni bez izolatorów smaków i doznań przez sztućce. Oczywiście lewa reka nie dotyka jedzenia bo służy do toalety.
NA BOSAKA - rozgladam sie po innych napotykanych w przyrodzie turystach i wszyscy sa skrzetnie odizolowani od kontaktu z ziemia. Dominuja turystyczne uniformy, profesjonalny sprzet sportowy, klapki porzadnie przytrzymujace i blokujace stope. Co kto lubi... ale to nie moj styl dziś. Poczuć miekkość i ciepło rozgrzanej pod stopa ziemi koi i relaksuje. Oddać jej poprzez stopy wszystkie napiecia ciala - co za przyjemnosc. Polecam!
Dzieci najszybciej wyskakuja z wszelkiego obuwia i pokazują nam drogę:)
A tak przy okazji w ameryce zrobili badania efektow chodzenia na bosaka i kontakt z ziemia dziala jak najlepszy anyoksydant, mocniej niż zielona herbata.
*************************************
SZTUKA, RZEMIOSŁO i kąpiel w rzece- zachwycily nas lokalne tkaniny, ich wzornictwo oraz wielkie blaty drewniane o nierownych ksztaltach. Pieknie wygladalby stół z takiego nierównego forma i ksztaltem plastra drewna. Ogladamy miejsca stolarskie poza Ubud - istne cuda wysylane na zamowienia klientow z calego swiata. Malarstwo przyciagnelo nasza uwage takze, a jakze! Spacerujac po polach ryżowych oddalonych od centrum Ubud, spotkalismy paru lokalnych artystow. A unoszacy sie w powietrzu u jednego z nich zapach suszącej sie wanilii spowodowal, ze doslownie rozsmakowalismy sie w podziwie jego sztuki i odwzorowania prostoty i naturalnosci scen z zycia balijczykow.
Inny artysta pól ryzowych zaprowadził nas z kolei do samej rzeki z głazami przeradzajacej sie po ok 300m w wodospad. Tu w koncu wykapalismy sie w prawdziwym indonezyjskim strumieni przyczajeni przy wielkich głazach by nie porwał nas wartki prąd. Wracajac wypilismy u artyscie po kokosie i zakupilismy 2 obrazki.
DRIFT WOOD to kawałki drewna wyrzucine przez morze po wczesniejszym jego oszlifowaniu, zmiany formt takze nie wiadomo jaki to fragment drzewa. Lokalne galerie robia z niego cuda wykorzystujac na blaty czy podstawy pod stoły. To istne dzieła sztuki wprowadzaja w domu niezwykłą atmosferę i bardzo cenne i drogie na świecie. Raj dla lokalnych rzeźbiarzy i W, ktory struga tu w nich marzenia na przyszłość.
TKACTWO. Piekną lokalną inicjatywą jest podtrzymanie i rozkwit wielowiekowej tradycji tkactwa, od którego parenaście lat temu zaczęli odchodzić lokalni artyści z powodów ekonomicznych. Ok 1998 stworzono organizacje Threads of life, która dziś współpracuje z ponad 1000 tkaczy w całej Indonezji. Pobudowano lokalne biznesy, nauczono tkaczy odpowiedzialności za srodowisko, powrócono do naturanego farbowania przędzy (barwniki roślinne), przywrócono hodowlę bawełny. Zachowano wysoką jakość i piękne wzornictwo charakterystyczne dla kolalnych grup. Wpatrywaliśmy sie z 10 min w piekny Ikat wiszący w ich sklepiku w Ubud. Dwa koła w pionie ale tak utkane, że przenosily od razu w inny świat czy inny wymiar.
Www.threadsoflife.com
SULAWESI - MANADO i WYSPA BUNAKEN
pożegnalismy Bali z sentymentem. Przez tydzien zdazylismy sie juz przyzwyczaic do Ubud i nadac naszym dniom pewien cykl. Kupilismy bilety lotnicze z Denpasar do Manado na połnocy Sulawesi z miedzyladowaniem w Makassar. Do Manado dotarlismy o północy i mielismy moment zawahania czy jechac na wyspy Togeany czy dalej na wschod na Moluki. Obie nazwy brzmialy ładnie, ale Moluki zdobyly przewage jako miejsce słabo opisane w przewodnikach czyli nie turystyczne. Nastepnego dnia w porcie okazalo sie ze prom na wyspe Moluki odplywa za pare dni a my desperacko nie chcemy pozostac w tym miescie, gdzie akurat byla ulewa i powodz uliczna wykorzystano do czyszczenia kanalizacji miejskiej. Przez moment rozwazalismy tez wyspe Siau lezaca na aktywnym wulkanie lub Tahuna- obie polozone blizej Filipin ale zostalismy zagadani w porcie przez pana Panu, ktory probowal nas skusic na pobyt w resorcie jego siostry na wyspie Bunaken. Odmowilismy i zaproponowal pobyt w domu jego rodzicow w lokalnej wiosce na tejze wyspie. Wahalismy sie bo to bardzo turystyczne miejsce ale z kolei bedac w wiosce jestesmy z lokalnymi ludzmi, zaprzyjazniamy sie no i wynegocowalismy super cene. Takze aktualnie mieszkamy w pokoiku i zyjemy bardzo dobrze. Rytm dnia mamy stały. Spanie ok 20, pobudka 6-7 rano, wygladamy pani roznoszacej lokalne sniadanie lub dzieci sprzedajace ciasteczka ryzowe gotowane na mleku kokosowym wypelnione slodyczą z trzciny cukrowej. Jak juz to mamy, robimy sobie picie i idziemy na rafę snorklować. Potem obiad na 13 u naszej nowej pani kucharki (wiecej poniżej). I biegiem na plażę gdzie pisze od paru dni tego maila. Potem kolacja w lokalnym barze, spacer na molo i spanie.
WULKANY I WODA
Indonezja lezy na tzw. Ring of fire czyli obręczy, pierścieniu ognia. Jest tu bardzo dużo wulkanów w tym sporo aktywnych. Przed naszym przylotem do Indonezji wybuchł wulkan na sumatrze. Podczas naszego tu pobytu wybuchł wulkan we wschodniej Jawie, z ktorej wyjechalismy 2tyg wcześniej. Inaczej w Surabayi bysmy byli pokryci popiołem jak większosć miasta. Wstrzymano wyloty i rozpoczęto porzadkowanie miasta i okolic. W marcu bedziemy mieszkać na wyspach z czynnymi wulkanami, trzeba się z nimi zaprzyjaźnić i poprosić grzecznie o przyjazny pobyt.
Bunaken to wyspa zbudowana na rafie koralowej. W pobliżu są wygasłe wulkany. Cała wyspa otoczona rafą i drzewami mangrowymi, które także osłabiaja siłę uderzenia fali tsunami. Niestety ich wycinka pod rozbudowe bazy turystycznej, portów, upraw ziemi może na dłuższą metę obrócić się przeciwko człowiekowi jak już sie dzieje. Podczas tsunami na świecie tam gdzie były mangrowce fala wyrządziła dużo mniejsze szkody.
Snorklowanie to prawdziwa frajda za każdym razem. Przepiękne, ogromne rafy koralowe o niepowtarzalnych ksztaltach (około 300 typów) i rozmaitość gatunków ryb (ponad 3000) powodują, że za każdym razem to nowe wrażenia, oko wyłapuje coś innego. Widoczność wody sięga do 15m wgłąb. Codziennie widzimy żółwie morskie w pobliżu rafy lub na niej odpoczywające. Obserwujemy mławice ryb wielokolorowych, pływamy pośród tych mniej bojaźliwych. One cały czas jedzą i mają tu dużo pokarmu. Widzieliśmy też raz rekina pod nami i delfiny ale z plaży.
Po zmierzchu chodzimy na molo popatrzeć co sie w wodzie dzieje gdy nastają ciemności. Zaczyna się czas nocnego żerowania, ryby wyskakują ponad wodę czasami pedząc po niej pare metrów. Zgodne życie za dnia na rafie przemienia sie w czas zdobywania posiłku. Podwodnych nocnych polowań nie widzimy ale obserwowaliśmy cos fantastycznego innej natury na wodzie przy molo. Jakieś światło w głębinach. Sądzilliśmy, że to może nocny nurek. Ale światło zaczelo sie powiekszać, przybliżać, rozszerzać gdzies na 2 metry i migotać na srebrno tuż pod taflą wody przemieszczajac sie na prawo i lewo molo by ponownie na moment zanurkować w głębinę i wrócić ze swym spektaklem mławicy fluorescencyjnych ryb. Piękne migotanie świateł w czarnej otchłani morza. Patrzyliśmy zafascynowani.
***********************
Dziękuję jeżeli dotarliście aż do tego miejsca:)
Do usłyszenia wkrotce z Moluków!
Pozdrawiam gorąco - Selamat Jalan
Joasia
Przepraszam za brak czcionek polskich, czasem tak to jest, że na obczyźnie uciekaja!
PLAN PODRÓŻY: wschodnia Jawa - Bali - Sulawesi (wyspa Bunaken) - grupa wysp Moluki czyli ciągnie nas na nieturystyczny kierunek wschodniej Indonezji (blisko Papui).
CZAS: 2 luty - 8 kwietnia 2014
******WYBÓR KIERUNKU - TEST GWIEZDNY*****
Mając w sobie wizje nowego życia, czas, określoną sumę pieniędzy, która możemy przeznaczyć na wyjazd i lubiąc ciepłe kraje gdy w Polsce zima, mieliśmy wiele możliwości do wyboru. Największym wyzwaniem było wybranie odpowiedniego kierunku podróży, z którym byłoby nam po drodze, finansowo i życiowo, przez najbliższe 2 miesiące.
Zrobiliśmy TEST GWIEZDNY.
Pewnej czarnej październikowej nocy staneliśmy pod mocno rozgwieżdżonym niebem i zaczęłam glośno wypowiadać kierunki Świata, które rozważaliśmy do podróży oczekując jakiegoś znaku- czegokolwiek co uznalibyśmy z Wojtkiem za takowy. Zaczęłam ceremonię wypowiadając: Indie... (nic się nie stało), następnie Sri Lanka ...(i nic..), Hawaje............. (tu dłuższa pauza bo jeszcze dwa miesiące wcześniej były naszym celem)......... (i znowu nic), Filipiny... (nic), Indonezja...!!!! Spadła gwiazda, która oboje zobaczyliśmy! I w ten sposób obraliśmy kierunek wyjazdu. Niedługo potem pojawiła się oferta taniego i nieźle skomplikowanego wyjazdu (pociąg i samoloty z Pragi, powrót do Berlina) i kupiliśmy bilety. Polecam stronę www.flipo.pl
******INSPIRACJA*****POTWIERDZANIE Z WSZECHŚWIATEM*****
ktoś kiedyś dal mi wskazówke by, w przypadku wątpliwosci co do podjętej decyzji, potwierdzać jej trafność z tzw. Siłą wyższą. Dokonujesz ważnego wyboru i prosisz Wszechświat, Boga, Źródło, Nadswiadomość etc o potwierdzenie. Tylko tyle, zasiewasz jak ziarno proste pytanie, pozwalasz odpowiedzi zakiełkować. Ona sama się pojawi w najmniej oczekiwanej formie i momencie, cos usłyszysz, zobaczysz, poczujesz, wyśnisz, otrzymasz etc - informacja może wejść wieloma drzwiami ale trzeba ja wyraźnie i prosto do tego zaprosić. To tzw. Błyski czy przebłyski po wyjściu z toalety, ha,ha.
INDONEZJA
W Indonezji byłam już raz, jakieś 7 lat temu. Z ciekawoscia i otwartością na nowe przemierzam ponownie kompleks swiatynny w Bangkoku (tu mamy miedzyladowanie na 3 dni), okolice ulicy Kao Sao (znana baza turystyczna, przeludniona, przepełniona i zbyt glosna stad polecam uliczki boczne) gdzie warto znaleźć pania sprzedającą na rogu słodycze. banany, tapioka i kto tam wie co jeszcze zamoczone w słodkim syropie kokosowym- pycha!. naste pnie trafiamy do Ubud na wyspie Bali i obecnie kotwiczymy na wyspie Bunaken (Sulawesi), gdzie pisze tego maila z plaży, wypatrując przy okazji obecności orla morskiego (Biały łeb, brązowe skrzydla podświetlone na rudo przez słonce - piekny widok).
Wszystkie miejsca odwiedzone ponownie są dla mnie jak nowe. Moja uwagę przyciaga zupelnie co innego niż wcześniej. To dobry znak, bo zauwazam wiecej symboliki, subtelnosci lokalnego stylu zycia i mamy czas w nim uczestniczyc na spokojnie, bez pospiechu. W tym obecnym podrozowaniu jest wiecej zatrzymania i smakowania, oddychania lokalnym klimatem, przebywania z lokalnymi ludzmi a nie turystami, jest czas na przezywanie i czucie. To poznawanie smaku zycia w tropikach gdzie dzien sączy się leniwie i powoli, bardzo powoli na tyle na ile pozwoli lejacy się z nieba żar i wilgotność powietrza. Nie pędzę już jak kiedyś w poszukiwaniu soczysto-zielonej zieleni równikowego lasu, plaż z palmami kokosowymi, turkusu oceanu. Fajnie jest się zmieniać, wzrastać i rozkwitać, wyostrzać oko i patrzenie.
Przeciwienstwem tego stanu dla mnie jest stagnacja, zastygniecie we wlasnej skorupie przekonan, mysli i emocji jak lawa wulkanu, zamrożenie ciała spowodowane najczesciej lękami. Przez ostatnie lata pracy w korporacji napatrzylam się na wiele takich 'zywych trupow' ,ludzi wypalonych zawodowo czy niespelnionych zyciowo ale tkwiacych w tej sztucznej pozie z jakichkolwiek przyczyn (kredyty, rodzina, zobowiazania, bo tak trzeba, bo co ludzie pomysla, bo to status i ranga etc). Z nieuswiadomionego lęku przed ...., pozostają w wygodnej strefie komfortu, firma daje rozne gadzety uprzyjemniajace zycie, zagraniczne wyjazdy sluzbowe, dobra pensja (wiec stac ich na lepszy dom i wiekszy kredyt, ktory potem staje się smycza laczącą cie z bankiem i wymówka by nie zmieniac zycia, które nie pasuje). Firma buduje ich zycia i sposob myslenia. Ksztaltuje człowieka na nowo, lepi ze swojej gliny.. I tak lata leca, az osoba stwierdza, ze jest za stara by to zmienic, ze odwaga to cecha mlodosci a liczy sie odpowiedzialnosc i rozsadek. Nie mozna przeciez tak na ura-bura wszystiego rzucic i wiśta wio-zaprzegiem w świat!. Jasne, ze nie o to chodzi. Ale w zyciu chodzi (moim zdaniem i wg mojego doswiadczenia ) o przezycie tego zycia najlepiej jak mozna, dla dobra siebie, dobra innych i dobra calej planety. Jesli masz takie zycie - gratuluje! :-) Jesli nie, zapraszam do zmiany, wzrostu i rozkwitu.
Ja odeszlam z korporacji rok temu i widze swiat pelniejszym i piekniejszym.
ZACHODNI UMYSŁ. Nasza kultura nobilituje umysl w zyciu codziennym. Po wielu latach pracy w korporacji staje się rozgadany az trudno go przegadac, a dusza zamiera i cos w czlowieku umiera. Mysle ze to jest przyczyna intensywnego rozkwitu ofert z zakresu rozwoju osobistego. To nasz naturalnie wbudowany mechanizm obronny prosi o odrobine relaksu, zatrzymania, oddechu. Pragnienie duszy powrotu do prostoty zycia w tym pokomplikowanym, pospiesznym, przepelnionym informacja zachodnim swiecie. Moja osobista skala wartosci nobilituje PROSTOTE I NATURE. Stad podrozuje w kraje uwazane przez wielu za 'biedne' by znalezc tam co zatracilismy w przepychu, rozdeciu i uprzedmiotowieniu naszego Świata. Ja tu znajduje bogactwo.
W mojej definicji PROSTOTY nie chodzi o to by wrócić do ery kamienia łupanego i odrzucic wszystkie wynalazki ery industrialnej ale by swiadomie i przytomnie samodzielnie (tj. Umiec oprzec sie wplywowi mediów) wybierac to co wazne do codziennego zycia w szczesciu, milosci, radosci, obfitosci, dobrobycie, dobrostanie i poczuciu spelnienia, cokolwiek ci w sercu gra. Bo o co wiecej w zyciu chodzi jak nie o poczucie jego sensu, ktory dla kazdego z nas objawia się na swoj wlasny osobisty, intymny sposob?
PROSTOTA INDONEZJI. W podrozy po tym malym fragmencie Indonezji odnajduje wlasnie to nieskomplikowanie. Objawia się ona w usmiechach napotykanych ludzi, zyczliwym spojrzeniu, prostocie harmonogramu dnia, czasie na relaks i zabawe. Oczywiscie zauwazam rowniez pospiech i pęd do zachodniego stylu zycia, naśladownictwo (wyglada na to ze 99% mężczyzn pali papierosy), widze potrzebe dowartosciowywania siebie wsrod mlodziezy poprzez odwolania do znanych marek zachodu (naklejki jiip/jep na samochodach czy Hurley/harley na motorach) ale jednak na ulicy wciaz dominuje pogoda ducha, zyczliwosc i uprzejmosc do drugiego czlowieka, poczucie wspolnoty przejawiajace sie we wzajemnym okazywaniu sobie pomocy i wspolpraca (zwłaszcza widocznej podczas jazdy skuterami na tlocznych ulicach Jawy czy Bali). Sprobowalismy i wiemy jak to jest pędzić skuterkiem ruchem lewostronnym bez lęków i w zaufaniu, bo wszyscy wszystkim pomagaja, ostrzegaja się klaksonami (a nie karcą), zatrabienie raz oznacza ' uwaga-nadjezdzam', dwa klaksony to ' dziekuje'. Jezdzilismy 3 dni skuterem na Bali tzn ja jako balast tylny i nie wiedzielismy zadnego wypadku (ani w calej naszej dotychczasowej podrozy), zadnego aktu złości czy przemocy. I to jest to co mnie urzeka we 'wschodzie', ze 'przywraca wiare w dobroc czlowieka' (cytuje). Uszanowanie drugiego czlowieka, zauwazanie go jako rownoprawnej istoty i swiadomosc ze wszyscy od siebie zalezymy prowadzi do wspolpracy.
LUDZIE. Sa wszędzie pomocni np. W samolocie do Indii starsza pani (zapewne akurat hinduska) wiaze mi w przejściu sznurowadło w bucie widząc moją rękę na temblaku, którą złamałam w nadgarstku rano w dniu wieczornego wyjazdu i przez 2 tyg chodziłam z pół gipsem. We wschodniej Jawie widze troskę w twarzach kobiet wskazujących na moja rękę dopytujących się co mi jest po indonezyjsku (ciekawe, ze podobną reakcję zauważyłam tylko u ok5 mezczyzn).
Twarze lokalnych ludzi są usmiechniete i radosne: szczerbaty farmer na polach ryzowych w Ubud ze swietnym angielskim oferujący nam swiezo wycisniety olej z kokosa + samego kokosa do picia i zjedzenia miąższu, życzliwy wartownik strzegący wjazdu do Górskiej miejscowości na Bali z której roztacza się fantastyczny widok na gore Batur i wulkan Agung, ktory rzuca nam kwote wjazdu i wpuszcza bez problemu gdy odpowiadamy, ze nie mamy pieniedzy (akurat wszystkie bankomaty w okolicy odmowily wspolpracy), pani ze straganu sprzedająca kurczaki organizująca nam obiad wegetarianski czy inni lokalni wskazujący drogę, tlumaczacy po swojemu lokalne polaczenia promowe, dopytujący czy smakuje nam jedzenie podczas wspolnego posilku w przy ulicznych barach na kółkach tzw.warungach. Wszyscy ludzie lokalni spotkani w tej podrozy, nie mający powiazan z turystyka to człowieczeństwo w praktyce: pomocni, życzliwi, otwarci, dbają o wspólne dobro bo sa jego czescia.
Ludzie na Bali czesto się modla do swoich bostw i chodza pienie ubrani (zwłaszcza balijki).
Ludzie na wyspie Bunaken (kolo Sulawesi) żyją w zgodzie a niektórzy z nich chodzą do meczetu, inni do kościoła protestanckiego a ostatni do górującego nad domami i najwiekszego kościoła katolickiego. Wszyscy jednakowo czesto podspiewuja, ich male dzieci sa Cały czas z mama lub babcia-dziadkiem noszone na rekach i tulone do piersi, przez co gdy juz dorosna będą pelne wirtalności, radosci i checi do zabawy. Panuje wiec w naszej wsi niezly harmider.
Indonezja to też miejsce dla starszych ludzi. Wszedzie gdzie nie zajrze widze starsze osoby w pelni zaangazowane w zycie:prowadza sklepik czy zajmuja sie dziecmi. tak, to jest kraj dla starych ludzi, sa tu czescia wspolnoty, maja swoja role do spelnienia. Mysle, ze instytucja domow starcow jeszcze tu nie dotarla i miejmy nadzieje, ze sie to nie stanie.
Przy okazji obserwacji zachowań mieszkańców naszej wioski na wyspie Bunaken ukułam swoja wlasną teorię kolejnego trojkata (troche czerpiac ze starozytnosci), ze czlowiek do pelni zycia i rozwoju potrzebuje MUZYKI (śpiew, gra na instrumencie)- TAŃCA - SZTUKI (tworzenia, kreacji).
.
*****INSPIRACJE***** TAŃCZ, ŚPIEWAJ, ZACHWYCAJ SIĘ, SŁUCHAJ CISZY*****
Gabrielle Roth (tworczyni tanca 5rytmow) na problemy współczesnego człowieka zachodu odpowiadala 'when did you stop dancing? When did you stop singing? When did you stop being enchanted by stories? When did you stop finding comfort in silence?'
Polecam spiew i taniec swoj wlasny, intuicyjny gdziekolwiek czujesz sie bezpiecznie - tak na dobry poczatek dnia :-) i jego koniec. Warto wyspiewywac swoja piesn.
Ja wczoraj nucilam chodzac po plaży gdy W zanurkował w morze by popłynąć na spotkanie delfinom, które niespodziewanie pokazały sie blisko naszej plaży. Niestety delfiny nie podzielały entuzjazmu W i spokojnie odpłynęły nie czekając na niego.
*********************************
Przeciwienstwem wszechobecnej dobroci zwyklych ludzi jest MAFIA TURYSTYCZNA. Spotykana wszedzie na swiecie, w miejscach napływu turystow. Niestety typ człowieka nie na wymarciu, uprzykrzajacy zycie i nastroj podrozujacych, ktorzy wlasnie sobie uswiadomili (najczesciej po fakcie), ze ponownie zostali oszukani, wykiwani tj nacięci na cenę. Mafia ta operuje słowem 'pomoc' sprawnie i zwinnie. Oferujac swoją rzeczoną pomoc, używa mechanizmu starego jak swiat..... czyli odwołanie do LĘKU. Niestety, czy sobie to uswiadamiamy, czy nie - lęk jest w nas zakorzeniony od momentu poczęcia (przez lęki i obawy naszych rodziców), poprzez wychowanie (caly proces socjalizacji i uczenia podległosci, posłuszeństwa wobec autorytetu), szkołę, religie i przodkow gdzie nauka juz potwierdzila ze dziedziczymy w genach leki naszych przodkow - a historie ziem polskich wszyscy znamy.
Razem z Wojtkiem, nalezymy do osob dosc sprawnie wylapujacych mechanizmy lęku, ktorymi bombarduja nas wspolczesne media oplacone przez specjalistyczne koncerny (np. Farmaceutyczne czy ubezpieczeniowe, politykow etc) a jednak dalismy sie naciąć 2 razy na broń lękową wytoczoną przeciwko nam - nieswiadomym białym turystom. Pierwsze naciecie to wschodnia jawa.
Wysiadamy z pociagu w miejscowosci Banyuwangi gdzie planujemy wejsc na wulkan Ijen slynacy z wydobywajacej sie tam siarki i pojawiajacego sie w nocy błękitnego płomienia. Na stacji znajdujemy pana Harego, ktory nam pomoze znalezc hotel i zorganizowac wycieczke. Hary mowi, ze trzeba miec samochod i lepiej miec dodatkowo przewodnika bo na wulkan wchodzi sie w nocy (od 1 rano do switu) i tam nie ma swiatla i co jesli sie zagubimy?. On bedzie musial dzwonic na policje, poszukiwania, powiadomic rodziny etc. Dajemy sie nabrac, tzw. 'Frycowe' trzeba zaplacic. Pozniej gdy wchodzimy na wulkan, na parkingu jest zatrzesienie samochodów z innymi turystami, mlodzieza szkolna (akurat weekend) i prowadzi na szczyt jedna szeroka, wydeptana sciezka. Nie ma jak sie zgubic.
Ale przewodnik sie przydal, bez niego nie zeszlibysmy zapewne na samo dno krateru zobaczyc z bliska blekitny ogien stojac w oparach krztuszacej, dlawiacej i szczypiacej w oczy siarki. Bez przewodnika nie marzlibysmy potem 2 godziny w szczelinie skalnej na szczycie wulkanu od 4 do 6 rano czekajac na wschód slonca, ktory mial nam ukazac to piekne miejsce w swietle dziennym. niestety chmury pod nami sie nie rozstapily, wiec nic nie widzielismy ale nocny spektakl byl wyjatkowy.
Niecodziennym i smutnym dla nas przezyciem bylo rowniez mijanie pracujacych przy siarce gornikow, ktorzy mali i chudzi wydobywaja siarke, pakuja je do dwoch koszy powiazanych patykiem po obu stronach ciala przerzuconym na szyje. Oni niosa na swoich ramionach ponad 60-80kg siarki. Rozne grupy pracuja w dzien i noc, zarabiaja grosze za tak ciezka prace. W nocy widok ich spoconych twarzy migajacych w swietle latarek, wolny krok balansujacy na stromym zboczu krateru, ciala obwieszone tym ogromnym balastem, inni turysci mijajacy ich beznamietnie i bezrefleksyjnie, wzbudzil w nas taki żal i smutek, że wylałam swe łzy. Poczulam sie nagle jak Matka calej ludzkosci gdy jakis głos we mnie powtarzał 'nie chce by moje dzieci tak ciezko pracowaly', 'nie chce by moje dzieci tak ciezko pracowaly'.
Dzien przyniosl nam ulge. Gornicy spotykani w drodze powrotej z wulkanu byli pogodni, niestrudzeni, sprawiali zupelnie inne wrazenie niz ci nocni. Moze to inna zmiana, moze to nasze nocne zludzenie a moze oni sie w tym odnajduja i lubia tak ciezka prace...
Wracajac do Harego, odkrycie ze nami zamanipulowal lękiem zapalilo w nas czerwone swiatelko 'uwazac na mafie turystyczna'. Ale swiatelko nie wystarczy jesli brak przytomnosci chwili i odpowiedniego impulsu w reakcji na zdarzenie. No i nacieto nas po raz drugi w przeprawie promowej ze wschodniej Jawy na Bali. To znaczy prawie sie udalo wygrac z mafia na Jawie ale 'dorwala' nas na Bali. Mafi na Jawie podziekowalismy grzecznie za pomoc. Kupilismy bilet na prom w cenie lokalnej. Przeprawilismy sie na Bali gdzie powital nas usmiechniety pan z lokalnej Mafii pomagajac ustalic gdzie sa busy do dalszych miejscowosci. Zapewnial ze jest jedna cena tj. Ta bardzo wysoka, w ktora nie wierzylismy i poinformowal ze mozemy tam sie dostac autobusem lokalnym (ale dlugo jedzie, i jest tłok i czesto staje) lub busem expresowym. Ok - umeczeni podroza wybralismy opcje druga. Nadjechal jakis autobus, zrozumielismy ze to ekspresowy, panowie nas zaprowadzili. Wchodzimy do niego a w nim jakies bagaze, ludzi brak. Pytamy konduktowa o cenę, a oni mu mowia jaka ma podac, wiec konduktor podaje nam cene turystyczna. Trudno, machamy reka, dojedziemy szybciej ekspresem. Placimy kase, pan z Mafii jeszcze wysiadajac przekupia policjanta i nasz ' ekspresowy' bus podjezdza pod przystanek gdzie wsiadaja lokalni wlasciciele pozostawionych w busie bagazy. Musieli wysiaść po przeprawie promowej i czekac na przystanku. Autobus okazal sie normalny, lokalny w cenie połowy tego co zaplacilismy. Godzine dochodzilam do siebie w poczuciu bezsilnosci i zlosci, nie na wydane pieniadze (bo to nadal sa male kwoty dla nas) ale w poczuciu wykorzystania i uczestniczenia w procederze klamstwa i oszustwa. Klamia ci prosto w oczy a my swoim brakiem przytomnosci i refleksu nakarmilismy ten system korupcyjny.
Po przetrawieniu sytuacji postanowilismy byc jeszcze bardziej czujni gdyz zrozumielismy, ze skoro w tych miejscach turystycznych tak jest to jezeli ktorekolwiek z nas poczuje, ze cos jest nie tak, odmawiamy i wysiadamy, rezygnujemy, wycofujemy sie z oferty.
I sukces! Trzeci raz probowano nas naciac gdy wykupilismy transport mini busem (shuttle bus) z Ubud na lotnisko w Denpasar. Oplacilismy przejazd u kierowcy. Ale po dotarciu na miejsce sprytny kierowca poprosil mnie o zwrot kosztu wjazdu na lotnisko, na co blyskawiecznie odpowiedzialam ' it is included in the shuttle bus price' (wliczone w cene dojazdu) i pan blyskawicznie sie wycofal. Niech zyje refleks i przytomnosc! Pozostalo mi pogłaskać siebie po obu policzkach by w ten sposob podziekowac swojej intuicji.
*****INSPIRACJA****** TWOJA WŁASNA BOSKA INTUICJA**********
czesto nie sluchamy swojej intuicji bo jej nie slyszymy gdyz nasza kultura kladzie super mocny nacisk na umysl. Mamy rozgadane umysly a wyciszone serca. Podejmujemy racjonalne decyzje, ignorujac uczucie/odczucie z głebi nas. Ale za kazdym razem gdy zrobimy cos co nam sprzyja, jest trafna decyzja (np. Skrecimy w prawo i tam znajdziemy cos co nam sluzy a nie w lewo gdzie byloby rozsadniej wg GPS, ha,ha ) bo posluchalismy swej intuicji nagrodzmy sie za to glaszczac obiema dlonmi po policzkach. Intuicja bedzie nam za to wdzieczna i zacznie mowic coraz mocniejszym glosem. To podobno stara hawajska metoda - polecam!
**********************************************************
BANKGKOK - odrobine jeszcze z Tajlandii. Kompleks swiatynno-palacowy w Bangkoku przyciaga uwage i robi wrazenie: te wszystkie zdobienia, złocenia, ornamenty, kwiaty lotosu zanurzone w kamiennych wazach wypelnionych woda, zapachy kadzidel, modły tajów, obecnosc mnichow napelniaja to miejsce specyficzna duchowa atmosfera. Na to wszystko zwrocilam uwage 7 lat temu zwiedzajac to miejsce po raz pierwszy. Będąc tu po raz drugi, moja uwage przykuly malowidla nascienne. Przedstawialy mitologię. Swiat podzielony we władaniu 4 smokow (ciekawe ze smokow tez duzo w chinach i my mielismy swojego na Wawelu). I wszedzie PRZEDZIWNE STWORY w złotych szatach: czleko-gadzio podobne, straznicy wejsc do domostw, swiatyn i postacie namalowane na ponad 500m scianach swiatyni. Malowidlo opowiada historie bitew miedzy bogami, widac ze przylatuja z nieba, maja ludzkie ciala ale glowy zwierzece, czasem ogony, czasem lataja na smokach. Widac ze rzadza na planecie Ziemi a ludzie sa im podporzadkowani i usluzni. Sa tez obrazy malpowatych tj. Jak czlowiek ale glowy malp, pojawiaja sie istoty na wzor syreny. W pewnym momencie gadowaci schodzą na plan drugi i zaczynaja rzadzic ludzie a malpowaci sa na ich uslugach. Ale gadowaci są zawsze w pobliżu.
Zaskakujace ile znajdujemy mitologicznych podobienstw w kulturach swiata. W wielu z nich pojawiaja sie przerozne stwory, demony, smoki, potwory, jaszczury, bogowie, pół bogowie walczacy o wladze, dzielacy miedzy soba fragmenty ziemi. O co chodzi, jak to interpretowac? Ktos zna podpowiedz -zapraszam do kontaktu.
STYL PODRÓŻOWANIA. My wybralismy lokalne srodki transportu, nie dosc ze udalo nam sie przez to byc w ciekawszych, mało dostepnych dla turystow miejscach (np. Red Island na Jawie) to jeszcze duzo taniej. Jadąc w Bangkoku na lotnisko mozna wsiasc w wygodna taksowke, przy okazji zaziebic sie od klimatyzacji i stac w gigantycznych korkach lub mozna przeplynąć publicznym promem rzecznym oglądając nabrzeżne domy i czując wiatr na twarzy, następnie naziemnym metrem i zrelaksowac sie w przyjemnym parku zanim sie wskoczy do busa jadacego 15min na lotnisko.
JAWA to jak sie okazuje najbardziej zaludniona wyspa. Religia to muzułmanizm i taka jest większość Indonezji. Wyjątkiem jest hinduistyczne Bali. Zdaje sie że na Jawę sciagaja ludzie z pozostałych wysp. Tłok na ulicach, mnóstwo skuterow, troche samochodów, halas i smrod spalin. Nie lubimy miast ale wyladowalismy w Surabaya by nastepnego dnia uciec do Banyawangi, skad weszlismy na wulkan Ijen. W Banyawangi podchodzi do nas lokalny nauczyciel angielskiego, wlasciciel szkoly jezykowej, dobrze prosperujacy biznesman. Nastepnego dnia zabiera nas na wycieczke na rok wczesniej udostepniona przez rząd plażę tzw. Red island. Piekna zatoczka z widokiem na samotna gore-skale oraz drobne porozrzucane widokowo skalki, cos takiego jak Halong Bay w Wietnamie ale w miniaturze. Miejsce z klimatem, znane niewielu, jeszcze nie skomercjalizowane. Rzad Jawy chce promowac turystyke i na pewno szybko pojawi sie tu hotel lub dwa.
BALI. Od razu docieramy do Ubud gdzie zatrzymujemy sie w bungalowach wybudowanych na polach ryzowych. Prowadzi je hiszpanka Begonia Lopez a 60% przychodow z zakwaterowania przeznacza na swoja fundacje dzieci niepelnosprawnych (kupu-kupu foundation). Begonia jest szalenie ciepla i serdeczna kobieta, przepracowana i zabiegana. Widzimy sie praktycznie raz, mialam u niej prowadzic joge w fundacji dla dzieci ale czasy nam sie nie zgraly i nic z tego nie wyszlo. Przy okazji przeszukalam wskazania dot jogi kundalini w leczeniu dzieci chorych na epilepsje i jej podeslalam.
ZWIERZETA
W Ubud jest tzw Monkey Forest gdzie rzadza malpy i robią rozne figle-migle np. Kradną turystom banany, chca zwinac ci butelke plastikowa czy przyssac sie do biustow zbyt obfitych bo wydaje im sie ze kobieta tam cos przed nimi ukryła (naprawde!). Nam przytrafila sie inna atrakcja ze strony małpy. Akurat byla pora karmienia i straznicy wysypali liscie w jednym miejscu, zbiegly sie malpy, zaczely jesc zgodnie z hierarchia a my usiedlismy na murku i obserwowalismy widowisko. Jakies malpy zaczely sie gonic, przy okazji przelecialy po naszych glowach i ramionach (dotyk stopy malpy jest bardzo przyjemny, cieply i miekki). I tak siedzimy, i tak sie patrzymy az czuje ze cos cieplego i mokrego leci mi na reke przerzuconą przez W, patrze w gore a nad nami na galezi usiadla sobie malpa i nas obsikala. Napewno miala niezly ubaw. My tez bo ja wierze ze to dobry znak :-)
Małpe mamy tez tam gdzie mieszkamy. Niestety na łancuchu i przypieta do linki rozwieszonej miedzy drzewami. Okazalo sie ze jakis turysta wykupil ja od handlarza i zostawil w ubud. Niestety nie pochwalamy tego aktu 'dobroci' bo handlarz w ten sposob upoluje kolejna małpke a ta znajdujaca sie w ubud nie moze byc ponownie wypuszczona na wolnosc bo moze atakowac ludzi i zabierac im rzeczy. Małpka jest na pewno samotna i spragniona wspolnoty malpiej wiec jak podszedl do niej Wojtek od razu wskoczyla mu na glowe i zaczela na nim tradycyjne malpie zabiegi higieniczne. Jak ja podeszlam, przeskoczyla na moja glowe i je kontynuowala. Probowalismy ja zdjac po dobroci ale zaczely sie problemy, pokazala wyszczerzone zeby, sprobowalismy ja ze mnie mocniej odczepic i ugryzla mnie w lewe przedramie zostawiajac ksztalt litery U, siniaka i lekka rane. No a bylo to akurat tego dnia gdy rano zdjelismy pół gips z drugiej ręki. Widocznie cos mialo sie zrownowazyc.
No i wyszedl moj kolejny lęk. Ciekawe jest obserwowac jak rodza sie leki i patrzec z czego powstaja. Gdy jedziesz skuterem, rodzi sie lek ze skuter sie przewroci, gdy ugryzla mnie malpa rodzi sie lek, ze cos mi pewnie w slinie odzwierzecego wgryzla a przeciez Martyna Wojciechowska prawie co nie umarla na jakas chorobe przywieziona z jej podrozy od malp itd. Lęk goni za lękiem.
Ale jedno to zauważyć świadomie i przytomnie co sie dzieje (czyli czuję lęk np. O swoje życie) a drugie to zadecydowac co z tym zrobic. Przytomność daje siłę i odwagę by nie iść w panike i nie karmic lęku. Jest w porządku czuć strach racjonalny np. Gdy przepływa obok rekin na nurkowaniu ale jest głupotą pogrążać się w nierzeczywistym, zmyślonym strachu gdy cale strachy rodzą się tylko w głowie.
Powstałe we mnie napiecie wypłakalam w łazience, nastepnie zaczęłam wyrzucać lęk (hawajska metoda pracy z podswiadomoscia) i przywołałam sobie to odczucie spokoju i 'wiedzenia' że jestem zdrowa i mój system immunologiczny jest silny i że wszystkim sobie poradzi. No i ręka ładnie się zagoila, bez żadnych powiklan. To niesamowite uczucie używac wlasnej mocy i sily plus maść antybakteryjna:). Ale tak na serio, nie dać sie lękowi. Zauważyc go, zobaczyć skąd sie bierze i wyprosić z siebie/ wyrzucic i wzbudzic w sobie uczucie spokoju, siły- PROCES SAMOUZDRAWIANIA.
Wiele razy ostatnio doswiadczałam tych 2 stanów: ciemnych (lek, napiecie, pośpiech, brak klarowności w działaniu) i jasnych (spokoj, sila, wiedzenie). Chociazby starajac sie o wizę indonezyjska gdy mielismy bilety kupione tylko na przelot do Bangkoku w Tajlandii. No wiec na mój umysl racjonalny to czemu mieliby w ambasadzie dac nam wize do indonezji na 2 miesiace skoro nie mamy tam biletow lotniczych. Zaczelam robic szybkie nerwowe ruchy. Wytrenowana korporacyjnie chcialam przygotowac jak najlepiej szczegoly operacji pod tytulem 'zdobycie wizy do indonezji' tj. Zrobic rezerwacje jakiegokolwiek lotu do indonezji a potem ja odwolac. Wymagalo to paru kombinacji, zbyt wielu.... i zbyt wiele nerwow i pospiechu az bańka pękła i dotarlo do mnie co robię.
STOP! Reorganizacja myślenia- MA BYC TAK JAK JA CHCĘ NA MOICH WARUNKACH. Mamy dostac wizy do indonezji z tymi biletami ktore mamy i basta! W koncu to ja tworze swoja rzeczywistosc, ktorej teraz nakazuje by bylo tak jak chcemy. I poczulam ogromna ulge, przeogromna. Juz nie trzeba biegac,walczyc, kombinowac, wplątywać w to innych. Określasz sie jak chcesz by było wierząc i czujac to w sobie i przychodzi piekny stan relaksu, siły i wiedzenia, ps- taki wspolczesny szamanizm w praktyce. Polecam! Oczywiscie wizy dostalismy bez problemu :)
UBUD przepelnione jest turystami. 7 lat temu to miejsce wydawalo mi sie spokojniejsze i pewnie mniejsze. My znajdujemy lokalne bary 'warungi' gdzie jest proste i bardzo dobre jedzenie w lokalnych cenach. Wypozyczamy skutery na 3 dni i zwiedzamy Bali. Najwieksze wrazenie robi na nas swiatynia słoni. To wejscie w pieczarę w skale: po jednej stronie stoi kamienny symbol penisa zwany Lingam, a na przeciwko symbol waginy. Oboje czujemy w tej pieczarze bardzo dobrą energie i ogromna moc bijaca od lingama. Miejsce mocno przemedytowane, da sie idczuć. Potem sok ze swiezego kokosa i wydlubujemy miaższ. Odwiedzamy takze tradycyjna wioske gdzie kobiety haftuja piekne tkaniny - ilez to roboty! Ale powstaja cuda dla koneserow prostych, etnicznych wzorow. Zwiedzamy jeszcze pare innych miejsc ale to co mnie inspiruje w Ubud to 1 - spanie na polach ryzowych (odglosy przyrody, szmer wody dystrybuowanej miedzy poszczegolnymi poletkami ryzu) oraz 2- kobiece stroje balisjkie. Jak na moje oko niezwykle kobiece bluzeczki koronkowe lub nie, przepasane szalem w pasie sa idealna alternatywa dla kobiecych koszul meskich w biznesie. Szukalam zastepstwa na takie koszule dosc dlugo i ciesze sie ze je znalazlam. Krawcowa uszyła mi bluzkę na miarę, którą zamierzam zakładac na spotkania z klientami a bluzki z korporacyjnym, męskim kołnierzem wyprosić już ostatecznie ze swej szafy.
RELIGIA. Dominuje lokalna odmiana hinduizmu. domostw balijskich strzega różne stwory mitologiczne dodatkowo zasilane codziennie w siłę przez skladane im wielokrotnie w ciagu dnia ofiary (małe miseczki z ryżem, owocami, kwiatem wyjadane nastepnie przez okoliczne zwierzaki). Co chwila trafiamy na jakieś lokalne świeto czy ceremonie w światyni. Mijają nas na ulicy pieknie ubrane balijki i balijczycy niosacy cos co symbolizuje jakiegos ze stworow. Dobrze sie wiedzie tym stworom na tej wyspie, taka pamiec, tyle modlow, tyle pokarmu. No i ewidentnie strzega doplywu pieniadza do wyspy dobrze bo Bali jest duzo bogatsze od Jawy. Jawajczycy najprawdopodobniej im pozazdroscili i postanowili bardziej otworzyc sie na turystow stad rzad poluzował ponoć warunki wymagane do rozwoju miejsc turystycznych np. W znalezionej przez nas pieknej zatoczce.
SANEPID I BHP mieliby w Indonezji co robic. I cale szczescie ze ich tu nie ma. Dzieki temu jemy rękoma w lokalnych barach przy ulicy (mala budka na kółkach), pijemy wyciskane na ulicy soki owocowe (awokado, papaya+limonka czy biale mango) i nasze żołądki sa cale i zdrowe. Nie ma tych ograniczen narzuconych przez lękowe zachodnie podejscie: uwazaj bo sie czyms zarazisz, umyj rece bo bakterie, nie jedz tego owocu bez obrania, załóż buty wychodząc na pola ryzowe bo mozesz trafic na weza etc. Chodzimy boso gdy chcemy lub pomykamy w klapeczkach po lesie. Tak jak lokalni.
Zreszta ja mam taka zdolność surwiwalową, że zawsze spojrzę na to gdzie idę lub na to co jem w odpowiednim momencie. Czyli jesli jest tam cos do usunięcia (z jedzenia czy z drogi) to ja akurat w tym momencie to zauważę. No i glaszcze sie zawsze po policzkach dziekujac swojej intuicji, Nadswiadomosci.
*****INSPIRACJA*****JEŚĆ RĘKOMA I CHODZIĆ NA BOSAKA*****
STAROŻYTNA SZTUKA JEDZENIA RĘKOMA - wygasła w naszej kulturze, kojarzy się źle. Praktykowana jest na tzw wschodzie np. Indie, Indonezja. Prawa reka robi z dania kuleczke (lub cos na jej ksztalt) i układa palcami tuz przy nasadzie środkowych palców. Kciuk przesuwa jedzenie do buzi. Co za frajda jeść posilek latem z własnej ciepłej dłoni bez izolatorów smaków i doznań przez sztućce. Oczywiście lewa reka nie dotyka jedzenia bo służy do toalety.
NA BOSAKA - rozgladam sie po innych napotykanych w przyrodzie turystach i wszyscy sa skrzetnie odizolowani od kontaktu z ziemia. Dominuja turystyczne uniformy, profesjonalny sprzet sportowy, klapki porzadnie przytrzymujace i blokujace stope. Co kto lubi... ale to nie moj styl dziś. Poczuć miekkość i ciepło rozgrzanej pod stopa ziemi koi i relaksuje. Oddać jej poprzez stopy wszystkie napiecia ciala - co za przyjemnosc. Polecam!
Dzieci najszybciej wyskakuja z wszelkiego obuwia i pokazują nam drogę:)
A tak przy okazji w ameryce zrobili badania efektow chodzenia na bosaka i kontakt z ziemia dziala jak najlepszy anyoksydant, mocniej niż zielona herbata.
*************************************
SZTUKA, RZEMIOSŁO i kąpiel w rzece- zachwycily nas lokalne tkaniny, ich wzornictwo oraz wielkie blaty drewniane o nierownych ksztaltach. Pieknie wygladalby stół z takiego nierównego forma i ksztaltem plastra drewna. Ogladamy miejsca stolarskie poza Ubud - istne cuda wysylane na zamowienia klientow z calego swiata. Malarstwo przyciagnelo nasza uwage takze, a jakze! Spacerujac po polach ryżowych oddalonych od centrum Ubud, spotkalismy paru lokalnych artystow. A unoszacy sie w powietrzu u jednego z nich zapach suszącej sie wanilii spowodowal, ze doslownie rozsmakowalismy sie w podziwie jego sztuki i odwzorowania prostoty i naturalnosci scen z zycia balijczykow.
Inny artysta pól ryzowych zaprowadził nas z kolei do samej rzeki z głazami przeradzajacej sie po ok 300m w wodospad. Tu w koncu wykapalismy sie w prawdziwym indonezyjskim strumieni przyczajeni przy wielkich głazach by nie porwał nas wartki prąd. Wracajac wypilismy u artyscie po kokosie i zakupilismy 2 obrazki.
DRIFT WOOD to kawałki drewna wyrzucine przez morze po wczesniejszym jego oszlifowaniu, zmiany formt takze nie wiadomo jaki to fragment drzewa. Lokalne galerie robia z niego cuda wykorzystujac na blaty czy podstawy pod stoły. To istne dzieła sztuki wprowadzaja w domu niezwykłą atmosferę i bardzo cenne i drogie na świecie. Raj dla lokalnych rzeźbiarzy i W, ktory struga tu w nich marzenia na przyszłość.
TKACTWO. Piekną lokalną inicjatywą jest podtrzymanie i rozkwit wielowiekowej tradycji tkactwa, od którego parenaście lat temu zaczęli odchodzić lokalni artyści z powodów ekonomicznych. Ok 1998 stworzono organizacje Threads of life, która dziś współpracuje z ponad 1000 tkaczy w całej Indonezji. Pobudowano lokalne biznesy, nauczono tkaczy odpowiedzialności za srodowisko, powrócono do naturanego farbowania przędzy (barwniki roślinne), przywrócono hodowlę bawełny. Zachowano wysoką jakość i piękne wzornictwo charakterystyczne dla kolalnych grup. Wpatrywaliśmy sie z 10 min w piekny Ikat wiszący w ich sklepiku w Ubud. Dwa koła w pionie ale tak utkane, że przenosily od razu w inny świat czy inny wymiar.
Www.threadsoflife.com
SULAWESI - MANADO i WYSPA BUNAKEN
pożegnalismy Bali z sentymentem. Przez tydzien zdazylismy sie juz przyzwyczaic do Ubud i nadac naszym dniom pewien cykl. Kupilismy bilety lotnicze z Denpasar do Manado na połnocy Sulawesi z miedzyladowaniem w Makassar. Do Manado dotarlismy o północy i mielismy moment zawahania czy jechac na wyspy Togeany czy dalej na wschod na Moluki. Obie nazwy brzmialy ładnie, ale Moluki zdobyly przewage jako miejsce słabo opisane w przewodnikach czyli nie turystyczne. Nastepnego dnia w porcie okazalo sie ze prom na wyspe Moluki odplywa za pare dni a my desperacko nie chcemy pozostac w tym miescie, gdzie akurat byla ulewa i powodz uliczna wykorzystano do czyszczenia kanalizacji miejskiej. Przez moment rozwazalismy tez wyspe Siau lezaca na aktywnym wulkanie lub Tahuna- obie polozone blizej Filipin ale zostalismy zagadani w porcie przez pana Panu, ktory probowal nas skusic na pobyt w resorcie jego siostry na wyspie Bunaken. Odmowilismy i zaproponowal pobyt w domu jego rodzicow w lokalnej wiosce na tejze wyspie. Wahalismy sie bo to bardzo turystyczne miejsce ale z kolei bedac w wiosce jestesmy z lokalnymi ludzmi, zaprzyjazniamy sie no i wynegocowalismy super cene. Takze aktualnie mieszkamy w pokoiku i zyjemy bardzo dobrze. Rytm dnia mamy stały. Spanie ok 20, pobudka 6-7 rano, wygladamy pani roznoszacej lokalne sniadanie lub dzieci sprzedajace ciasteczka ryzowe gotowane na mleku kokosowym wypelnione slodyczą z trzciny cukrowej. Jak juz to mamy, robimy sobie picie i idziemy na rafę snorklować. Potem obiad na 13 u naszej nowej pani kucharki (wiecej poniżej). I biegiem na plażę gdzie pisze od paru dni tego maila. Potem kolacja w lokalnym barze, spacer na molo i spanie.
WULKANY I WODA
Indonezja lezy na tzw. Ring of fire czyli obręczy, pierścieniu ognia. Jest tu bardzo dużo wulkanów w tym sporo aktywnych. Przed naszym przylotem do Indonezji wybuchł wulkan na sumatrze. Podczas naszego tu pobytu wybuchł wulkan we wschodniej Jawie, z ktorej wyjechalismy 2tyg wcześniej. Inaczej w Surabayi bysmy byli pokryci popiołem jak większosć miasta. Wstrzymano wyloty i rozpoczęto porzadkowanie miasta i okolic. W marcu bedziemy mieszkać na wyspach z czynnymi wulkanami, trzeba się z nimi zaprzyjaźnić i poprosić grzecznie o przyjazny pobyt.
Bunaken to wyspa zbudowana na rafie koralowej. W pobliżu są wygasłe wulkany. Cała wyspa otoczona rafą i drzewami mangrowymi, które także osłabiaja siłę uderzenia fali tsunami. Niestety ich wycinka pod rozbudowe bazy turystycznej, portów, upraw ziemi może na dłuższą metę obrócić się przeciwko człowiekowi jak już sie dzieje. Podczas tsunami na świecie tam gdzie były mangrowce fala wyrządziła dużo mniejsze szkody.
Snorklowanie to prawdziwa frajda za każdym razem. Przepiękne, ogromne rafy koralowe o niepowtarzalnych ksztaltach (około 300 typów) i rozmaitość gatunków ryb (ponad 3000) powodują, że za każdym razem to nowe wrażenia, oko wyłapuje coś innego. Widoczność wody sięga do 15m wgłąb. Codziennie widzimy żółwie morskie w pobliżu rafy lub na niej odpoczywające. Obserwujemy mławice ryb wielokolorowych, pływamy pośród tych mniej bojaźliwych. One cały czas jedzą i mają tu dużo pokarmu. Widzieliśmy też raz rekina pod nami i delfiny ale z plaży.
Po zmierzchu chodzimy na molo popatrzeć co sie w wodzie dzieje gdy nastają ciemności. Zaczyna się czas nocnego żerowania, ryby wyskakują ponad wodę czasami pedząc po niej pare metrów. Zgodne życie za dnia na rafie przemienia sie w czas zdobywania posiłku. Podwodnych nocnych polowań nie widzimy ale obserwowaliśmy cos fantastycznego innej natury na wodzie przy molo. Jakieś światło w głębinach. Sądzilliśmy, że to może nocny nurek. Ale światło zaczelo sie powiekszać, przybliżać, rozszerzać gdzies na 2 metry i migotać na srebrno tuż pod taflą wody przemieszczajac sie na prawo i lewo molo by ponownie na moment zanurkować w głębinę i wrócić ze swym spektaklem mławicy fluorescencyjnych ryb. Piękne migotanie świateł w czarnej otchłani morza. Patrzyliśmy zafascynowani.
***********************
Dziękuję jeżeli dotarliście aż do tego miejsca:)
Do usłyszenia wkrotce z Moluków!
Pozdrawiam gorąco - Selamat Jalan
Joasia
środa, 29 stycznia 2014
HAWAJE a polski biegun ciepła – Miłość i lęk
Zbliżyłam się pół roku temu do Hawajów poprzez okolice
Tarnowa. A to za sprawą sesji uwalniania lęków prowadzonych na polskim biegunie
ciepła przez znajomego (chętnym podeśle namiary) metodami inspirowanymi
starodawną, pierwotną wiedzą Hawajską. Sesje sprzed 6 miesięcy okazały się mocno
uwalniające, transformujące i
rozszerzające świadomość przez co widzę życie jeszcze więcej, głębiej i
ostrzej. Bardzo skuteczne narzędzie do pracy ze sobą i z innymi. Wykorzystuje je
również w prowadzonych sesjach własnych jako wsparcie gdy napotkamy lęk
klienta.
Tak więc polski biegu ciepła naprowadził mnie na Hawaje. Na Hawajach
jeszcze nie byłam ale będę… wiem, że to kwestia czasu i tak ustawiam swój
wewnętrzny magnez samo-stwarzania własnej rzeczywistości.
Hawaje kojarzą mi się z radosną, żywiołową energią czyli MIŁOŚCIĄ. Po drugiej stronie mostu
będzie lęk.
Jest w nas albo
Miłość albo lęk.
Gdzie jest lęk, nie
ma 100% Miłości.
Gdzie jest 100% Miłość,
nie ma lęku.
ĆWICZENIE POKAZUJĄCE CO NAMI PROWADZI W CODZIENNYCH WYBORACH: MIŁOŚĆ czy Lęk.
CEL: doświadczyć oba te pojęcia w sobie, co Tobie robią, jak na Ciebie
wpływają, jak je odbierasz i ubierasz w sobie by następnie dokonywać ŚWIADOMYCH WYBORÓW w codzienności. i przestać być i żyć na auto-pilocie ustanowionym w podświadomości. zaczniesz rozpoznawać czy Twoje działania w
codziennym życiu (wybory, decyzje, opinie, relacje) oparte są na Miłości czy na
lęku. i będziesz miał/a wolność wyboru.
Weź kartkę i długopis. Usiądź wygodnie w ciszy na 10 minut, poczuj się
komfortowo. Poproś domowników tzn. wszystkie istoty żywe i czujące by w tym czasie ci nie przeszkadzali. Weź 10 długich oddechów (długi wdech i długi wydech)
wsłuchując się w nie. Koncentruj uwagę na oddychaniu.
- Gdy poczujesz gotowość, powiedz do siebie MIŁOŚĆ i poczuj JAK WIDZISZ, JAK SŁYSZYSZ, JAK CZUJESZ MIŁOŚĆ, gdy wymawiasz to słowo w ciszy? Daj sobie czas na odczuwanie i notuj.
- Gdy już poczułeś że dopełniłaś/eś tę cześć, powiedz do siebie LĘK. JAK WIDZISZ, JAK SŁYSZYSZ, JAK CZUJESZ LĘK, gdy wymawiasz to słowo w ciszy?
Daj sobie czas na odczuwanie i notuj. Gdy już poczułeś że dopełniłaś/eś tę cześć podziękuj sobie
hawajskim sposobem głaszcząc się obiema dłońmi po policzkach i powróć do życia TU I TERAZ.
Wprowadź to do codziennego życia. Gdy masz podjąć ważną dla
Ciebie decyzje – spytaj siebie CZY KIERUJE MNĄ MIŁOŚĆ CZY LĘK? - i DOKONAJ WYBORU!
gdy to lęk - spytaj siebie ' czy chcę by lęk kierował moim wyborem, decyzją, relacją? gdy usłyszysz NIE - możesz powiedzieć sobie 'od dziś, w tej i każdej ważnej dla mnie sprawie wybieram czystą Miłość. Otwieram się na jej przewodnictwo a moje serce zna rozwiązanie. Proszę/rozkazuję/nakazuję z miłością i szacunkiem by mi się ukazało najlepsze dla mnie działanie/decyzja w Miłości". i czekasz aż przyjdzie informacja, obraz, przesłanie.
Gdy informacja nie może się do Ciebie przebić (bo np. za bardzo czekasz), zrelaksuj się. Ona idzie, daj jej szansę się objawić, otwórz się na 'przebłysk', zacznij robić coś innego i powinien pojawić się 'błysk' - tak jak wielkie odkrycia objawiały się w chwilach relaksu gdy przegrzany umysł miał szansę na odpoczynek.
Powodzenia!
piękny cytat z Marianne Williamson o największym lęku, życia w pełni własnej mocy, siły:
Cytat z książki Marianne Williamson Return to Love (cytat, który powtarzał Nelson Mandela).
Naszym największym lękiem nie jest to, że jesteśmy niewystarczający.
Naszym największym lękiem jest to, że jesteśmy mocni ponad miarę.
To nasze światło, nie nasza ciemność najbardziej nas przeraża.
Pytamy siebie, Kim jestem aby być wspaniałym, olśniewającym, utalentowanym ?
W racji samej , kim nie chcesz być ?
Jesteś dzieckiem Bożym. Twoje chowanie się w cień nie służy światu.
Nie ma nic mądrego w kurczeniu się po to, aby inni nie poczuli się niepewnie w twojej obecności.
Wszyscy mamy błyszczeć tak jak dzieci.
Urodziliśmy się, aby manifestować chwałę Bożą, która jest w nas.
Ona nie jest tylko w niektórych, jest w każdym z nas.
Gdy odsłonimy nasze wewnętrzne światło, nieświadomie pozwolimy też innym, aby uczynili to samo.
Gdy wyzwolimy się z własnego strachu, samą swoją obecnością będziemy automatycznie wyzwalać innych.
Naszym największym lękiem nie jest to, że jesteśmy niewystarczający.
Naszym największym lękiem jest to, że jesteśmy mocni ponad miarę.
To nasze światło, nie nasza ciemność najbardziej nas przeraża.
Pytamy siebie, Kim jestem aby być wspaniałym, olśniewającym, utalentowanym ?
W racji samej , kim nie chcesz być ?
Jesteś dzieckiem Bożym. Twoje chowanie się w cień nie służy światu.
Nie ma nic mądrego w kurczeniu się po to, aby inni nie poczuli się niepewnie w twojej obecności.
Wszyscy mamy błyszczeć tak jak dzieci.
Urodziliśmy się, aby manifestować chwałę Bożą, która jest w nas.
Ona nie jest tylko w niektórych, jest w każdym z nas.
Gdy odsłonimy nasze wewnętrzne światło, nieświadomie pozwolimy też innym, aby uczynili to samo.
Gdy wyzwolimy się z własnego strachu, samą swoją obecnością będziemy automatycznie wyzwalać innych.
Our Deepest Fear | Coach Carter Motivational Speech'
niedziela, 26 stycznia 2014
Rozkwit do życia - we are all 'Made to THRIVE"
Obserwuję NATURĘ- tę wokół i moją własną- wewnętrzną. Inspiruje mnie
wszelkie życie, w szczególności przyroda: jej piękno, zmienność, żywioły, uroda
Ziemi, wpływ na nasze ciała, myśl, emocje i duszę, nasze wzajemne połączenia,
nauki Natury gdy się uważnie przyjrzeć...
Natura, którą widzi moje OKO, dąży do życia, wzrostu i rozkwitu. To co
początkowo wydaje się nieszczęściem, jest lekcją/informacją/wiadomością do
odczytania i zastosowania w codziennym życiu – bez odwlekania.
Okolica po wybuchu WULKANU tylko przez krótki czas wydaje się być
zniszczona i niezamieszkana, pogrążona w czarnej lawie i spowita unoszącymi się
w powietrzu chmurami gazów i popiołów.
Moment i .....ziemia zaczyna swój proces METAMORFOZY - przekształca się w
żyzną i urodzajną glebę, pojawia się pierwszy zielony pęd rośliny ku życiu, ku ŚWIATŁU.
Natura obiera swój KURS NA WZROST I ROZKWIT we wszelkich kierunkach i
wymiarach: osobistym, zawodowym, duchowym.
Święta trójca: CIAŁO + UMYSŁ + DUSZA
HARMONIA I RÓWNOWAGA wszystkich elementów
Podążam za NATURĄ – zewnętrzną i wewnętrzną.
Rozkwitam w MOC + MIŁOŚĆ +MĄDROŚĆ
i niech tak się stanie! i tak się stało!
*****************************
a GDYBY TAK, od tego właśnie momentu
podjąć ze sobą zobowiązanie i POCZUĆ je w sobie:
- codziennie rozkwitam
jak ..... (ulubiony kwiat/drzewo/...) i żyję w pełni swej Mocy
- codziennie
zauważam i podziwiam rozkwit wokół mnie i w sobie
- codziennie czuję
wdzięczność za .... (np. życie na tej pięknej planecie)
- codziennie
dziękuję sobie i innym (mentalnie-myślą, werbalnie - słowem,
kinestetycznie-dotykiem) za ....( za to że jestem, za swoje życie..)
- codziennie
realizuję najpełniej jak potrafię cel swojego życia (znany mi lub nie
znany), dla mojego dobra, dla dobra wszystkich innych istot i dla dobra
planety Ziemi.
co wówczas zobaczyłoby Twoje OKO?
*****************************
Ps- warto prowadzić dziennik podróży Wzrostu
we wszystkich elementach powyższej trójcy i notować momenty ‘wow’! kiedy OKO
wychwyci coś czego wcześniej nie widziało, serce poczuje coś czego wcześniej
nie czuło, ciało wykona inny, nowy nieoczekiwany ruch… to są momenty
zauważalnego Wzrostu i Rozkwitu, które karmią NOWE w Tobie aż się wygodnie
usadowią i staną Tobą i stworzą przestrzeń na kolejne ‘wow’! J.
*****************************
Subskrybuj:
Posty (Atom)
